SZŚ – dwie strony medalu

Przeminął już bezkrytyczny entuzjazm związany z pojawieniem się ISO 14001 i EMAS w naszej rzeczywistości. Obiektywna ocena funkcjonujących systemów zarządzania środowiskowego (SZŚ) prowadzi do prostej konstatacji, że wśród certyfikowanych systemów, wskazać można zarówno te dobre, jak i niczego niewnoszące do realnej ochrony środowiska.

Systemy zarządzania środowiskowego, oparte głównie na wymaganiach normy PN-EN ISO 140011, już dawno przestały być w naszym kraju zjawiskiem nowym. Ilość wydanych certyfikatów przekroczyła dwa tysiące. Liczbę tę uzupełnia 19 rejestracji we wspólnotowym systemie ekozarządzania i audytu (EMAS)2.

Z badań przeprowadzonych kilka lat temu w wojewódzkich inspektoratach ochrony środowiska wynika, że statystyki nałożonych kar za niespełnianie warunków ochrony środowiska wśród certyfikowanych organizacji nie odbiegają istotnie od przeciętnej krajowej. Z kolei kontakty z certyfikowanymi organizacjami wielokrotnie wskazywały na poważne niedomagania systemów. Do skrajnych przykładów należy sytuacja, kiedy certyfikowana organizacja nie posiada jakichkolwiek wymaganych prawem pozwoleń. Trudno nie zgodzić się z twierdzeniem, że przyznanie takiej organizacji certyfikatu jest niepokojącym sygnałem.

Czy taka sytuacja musi mieć miejsce i czy jest ona bezpośrednią konsekwencją przyjęcia takiego, a nie innego systemu certyfikacji i akredytacji? W jaki sposób ten stan rzeczy można zmienić? W każdym razie w ocenie zjawiska, jakim są SZŚ, należy zwrócić uwagę nie tylko na rosnącą liczbę certyfikatów, ale również na jakość certyfikowanych systemów. Czym więc powinien charakteryzować się dobry, a zatem skuteczny system zarządzania?

Skuteczność SZŚ

Termin „skuteczność” jest na ogół definiowany jako zdolność do osiągania założonych celów. Trzeba jednak odpowiedzieć na pytanie: jakie cele stawiają sobie organizacje przy podejmowaniu decyzji o wdrożeniu SZŚ. Zagadnieniu temu poświęcono wiele badań naukowych. Jednak ich wspólnym mankamentem był fakt, że opierały się na ankietach. Niestety, ankietowanie często generuje wyniki nie tyle prawdziwe, co słuszne w opinii respondentów. O faktycznych celach organizacji, jakie towarzyszą wdrażaniu przez nie SZŚ, łatwiej dowiedzieć się podczas nieformalnych rozmów z pracownikami odpowiedzialnymi za ich wprowadzenie i utrzymywanie. Przy czym takie źródła informacji rzadko są uznawane jako elementy prawidłowej metodyki badawczej. Zapominając o arkanach pracy naukowej i opierając się na doświadczeniach praktycznych, można stwierdzić, że w znaczącej większości przypadków celem bezpośrednim wdrożenia SZŚ jest uzyskanie certyfikatu potrzebnego do uzyskania celów pośrednich. Najistotniejszym z nich jest spełnienie formalnych wymagań ważnego klienta. I właśnie w określeniu „formalnych” tkwi klucz do rozwiązania problemu. Klienci niezbyt często interesują się faktycznymi wynikami dostawcy w zakresie ochrony środowiska. Liczy się certyfikat wydany przez akredytowaną jednostkę certyfikującą.

Jest to z jednej strony naturalne, gdyż wartość korzystania z usług akredytowanej, a zatem wiarygodnej instytucji polega na tym, że klient nie musi ponosić kosztów związanych z samodzielną oceną skuteczności SZŚ dostawcy. Natomiast z punktu widzenia tego ostatniego certyfikat może stać się po prostu dokumentem, który należy uzyskać w efektywny, czyli wymagający jak najniższych nakładów sposób. Stanowi to drugą stronę medalu. Okazuje się, że system certyfikacji może być nie tylko bodźcem dla organizacji do podejmowania dobrowolnych zobowiązań na rzecz ochrony środowiska, ale również elementem ograniczającym skłonność do ciągłego doskonalenia. Jeżeli organizacja uzyskała certyfikat, czyli osiągnęła cel bezpośredni, podejmowanie dodatkowych wysiłków i ponoszenie dalszych nakładów wydaje się nieefektywne.

Trudno się zatem dziwić, że znacząca część certyfikowanych SZŚ nie spełnia swojej funkcji jako instrumentu ochrony środowiska. Tym samym poziom dbałości o środowisko posiadaczy certyfikatów nie odbiega szczególnie od przeciętnej.

Zmiany w systemie certyfikacji

Pierwszym sposobem na wprowadzenie zmian jest podniesienie wymagań stawianych organizacjom przez jednostki certyfikujące. W treść wymagań normy ISO 140011 i Rozporządzenia EMAS2 wpisany jest nie tylko obowiązek utrzymywania zgodności z prawem, co w zasadzie dotyczy wszystkich organizacji, ale również ciągłe doskonalenie, czyli element, który powinien wyróżniać posiadaczy certyfikatów spośród pozostałych organizacji.

Jednostki certyfikujące, nadzorowane przez podmioty akredytujące i dbające o własny wizerunek jako wiarygodnych instytucji, powinny bez problemu poradzić sobie z oceną stopnia realizacji obowiązku ciągłego doskonalenia. Okazuje się jednak, że napotykają na pewne trudności.

Po pierwsze, norma nie daje podstawy do jednoznacznego określenia wystarczającego tempa i zakresu doskonalenia. Po drugie, ze względu na mechanizm systemu certyfikacji oparty na założeniu, że jednostka wydająca certyfikaty świadczy usługi na zasadach komercyjnych, trudno spodziewać się, że dołoży ona wszelkich starań, żeby wyegzekwować poziom doskonalenia wyższy niż organizacja uzna za wystarczający. Jeżeli będzie się upierać przy wysokich wymaganiach, musi liczyć się z możliwością utraty klienta. Ten natomiast kieruje się zasadą efektywności, a zatem chce osiągnąć swój cel w postaci uzyskania certyfikatu w sposób wymagający jak najniższych nakładów. Tym samym jednostka certyfikująca stawiająca wysokie wymagania, a ze względu na większą staranność i kompetencje audytorów często droższa, jest skazana na niepowodzenie. Po trzecie, systemowy hamulec takiego rozwoju sytuacji, czyli system akredytacji, nie jest również pozbawiony mankamentów. Jednostki certyfikujące płacą za akredytację i sprawowane przez jednostki akredytujące czynności nadzorcze. Dlatego też są one traktowane jak klienci. Dowód na to stanowią niezmiernie rzadkie przypadki odebrania akredytacji, mimo ogólnie znanych i powtarzanych w nieformalnych rozmowach przypadków nierzetelności niektórych jednostek certyfikujących. Usprawiedliwiając jednostki akredytujące, należy stwierdzić, że udowodnienie braku rzetelności nie jest łatwe. Uzyskanie np. niepodważalnych dowodów na powiązania jednostek certyfikujących z konsultantami wdrażającymi systemy zarządzania, co jest w sposób jednoznaczny sprzeczne z zasadami zawartymi w normie określającej zasady prowadzenia procesu certyfikacji3, wymagałoby podejmowania czynności śledczych upodobniających jednostkę akredytującą do służb specjalnych. Wydaje się to mało realne i zresztą chyba niezbyt pożądane.

Zmiana nastawienia certyfikowanych organizacji

Bardziej ambitna, ale długofalowo skuteczniejsza zmiana sprowadza się do przekształcenia celu, jaki stawiają sobie organizacje wdrażające systemy zarządzania środowiskowego. Jeżeli nie będzie nim uzyskanie certyfikatu, tylko osiągnięcie określonego „efektu ekologicznego”, problem jakości systemów rozwiąże się sam. SZŚ, zgodnie ze swoim przeznaczeniem, stanie się narzędziem, a nie celem. W takiej sytuacji systemy nieprzynoszące efektów ekologicznych zostaną uznane za bezużyteczne, a ich wdrażanie za marnowanie środków. Tak więc w teorii sprawa wygląda na nieskomplikowaną. Trudność związana jest z jej wyborem. Polega ona tym, że konieczna jest zmiana świadomości tysięcy osób, które są zaangażowane we wdrażanie oraz utrzymywanie SZŚ. Zadanie niełatwe, szczególnie że dotarcie do świadomości osób, które mają niewłaściwe podejście do SZŚ, wymaga sporego wysiłku. Można organizować konferencje, pisać artykuły itp., ale trzeba przy tym pogodzić się z faktem, że przedstawiane treści trafią przede wszystkim do osób, które mają świadomość problemu. Należą do nich przedstawiciele organizacji, które są pod ścisłym nadzorem organów kontrolnych i wdrażają SZŚ po to, żeby uniknąć sankcji grożących za niespełnienie wymagań prawnych w zakresie ochrony środowiska lub dążące do obniżenia opłat za korzystanie ze środowiska. Są oni motywowani do planowania działań nakierowanych na doskonalenie z zupełnie innych powodów aniżeli potrzeba uzyskania certyfikatu. Zatem działania podejmowane na rzecz zmiany nastawienia organizacji można podzielić na dwie zasadnicze kategorie: działania odgórne oraz oddolne.

Działania odgórne

Komisja Europejska, z racji swojej pozycji, próbuje rozwiązać problem, stosując narzędzia w postaci działań odgórnych. Podstawowym z nich jest Rozporządzenie EMAS2, którego kolejna wersja weszła w życie. W porównaniu z normą międzynarodową ISO 140011 zawiera ono znacznie więcej szczegółowych wymagań, jakie spełniać powinien skuteczny system zarządzania środowiskowego. Nie oznacza to, że wymagania EMAS2 jednoznacznie ustawiają poprzeczkę wymagań wyżej niż norma ISO 140011. Zostały one spisane w sposób utrudniający zawężającą interpretację. Można przyjąć, że dla większości elementów SZŚ treść Rozporządzenia EMAS2 stanowi właściwą interpretację wymagań normy ISO 140011, szczególnie że w jego nowej wersji (tzw. EMAS III) do rangi wymagań urosły zalecenia, które wcześniej umieszczono jako niewiążące wytyczne. Na pierwszy rzut oka ta droga rozwiązania problemu wydaje się słuszna, jednak jest ona niepozbawiona mankamentów.

Mimo iż zakres wymagań EMAS2 nie odbiega znacznie od zapisów normy ISO 140011, liczba organizacji, które zdecydowały się na rejestrację, jest bardzo skromna w porównaniu z ilością posiadaczy certyfikatów zgodności ISO 140011. Należy zastanowić się, dlaczego tak się dzieje? W prowadzonej aktualnie przez Stowarzyszenie Polskie Forum ISO 14000 na zlecenie Centrum Informacji o Środowisku, ankiecie posiadacze certyfikatów zgodności z ISO 140011 wskazują jako najważniejszą barierę we wdrażaniu EMAS2 duże koszty oraz brak presji ze strony klientów. Pierwszy powód wydaje się mało przekonujący, gdyż poziom kosztów związanych z wdrożeniem EMAS2 znacząco nie odbiega od kosztów związanych z wprowadzeniem SZŚ w oparciu o normę ISO 140011. Drugi wskazuje na to, że precyzowanie wymagań utrudniających wdrażanie nieskutecznych SZŚ nie spotyka się ze szczególną aprobatą klientów. Według wyników ankiety blisko 90% certyfikowanych organizacji w Polsce nie przewiduje w określonym czasie wdrażania EMAS2. Stanowi to najistotniejszą wadę „działań odgórnych”.

Działania oddolne

Inną możliwą do przyjęcia metodą, prowadzącą do udoskonalenia funkcjonowania systemów zarządzania środowiskowego, są „działania oddolne”. Polegają one na przekonywaniu certyfikowanych organizacji, że SZŚ ma służyć określonemu celowi i sam stanowi jedynie narządzie do jego osiągnięcia. Najlepszą metodą jest przedstawianie korzyści, jakie uzyskały organizacje budujące swój SZŚ w taki sposób, aby ułatwiał im realizację obowiązków prawnych, usprawniał przepływ informacji oraz optymalizował wydatkowanie środków przeznaczonych na ochronę środowiska. Przykładem tego rodzaju działań są prowadzone przez Stowarzyszenie Polskie Forum ISO 14000, spotkania w ramach Klubu Pełnomocnika SZŚ. Są one kierowane przede wszystkim do osób odpowiedzialnych za utrzymywanie systemów zarządzania środowiskowego w swoich organizacjach. Najistotniejszym elementem tych spotkań są prezentacje uczestników, którzy przedstawiają rozwiązania stosowane przez nich w praktyce. Te z kolei są poddawane konstruktywnej krytyce przez pozostałych uczestników i prowadzących.

Praktyka wskazuje, że dotarcie do osób mających niewłaściwe podejście do SZŚ nie jest łatwe. Potwierdza to wynik ankiety z badania. Ponad połowa posiadaczy certyfikatów zgodności z ISO 140011 twierdzi, że nie potrzebuje żadnego wsparcia merytorycznego w zakresie utrzymywania i doskonalenia SZŚ. A zatem trafienie do świadomości nieprzekonanych podmiotów stanowić będzie realne rozwiązanie problemu.

Co dalej?

Trudno wskazać jedyną słuszną drogę rozwiązania problemów dotyczących funkcjonowania SZŚ w polskich organizacjach. Warto jednak dodać, że nie są one specyficzne dla polskich warunków. Bardzo podobne doświadczenia mają partnerzy Polskiego Forum ISO 14000 zrzeszeni w International Network for Environmental Management.

Najskuteczniejszą metodą udoskonalenia funkcjonowania SZŚ w Polsce może okazać się kombinacja metod oddolnych i odgórnych. Jednak ich praktyczne wykorzystanie wymaga wskazania, kto powinien takowe działania podjąć.

Odwrócenie trendu polegającego na obniżaniu się jakości certyfikowanych SZŚ powinno przynieść korzyści certyfikowanym organizacjom, ponieważ upowszechnianie informacji o nieprawidłowościach obniża rangę uzyskanych przez nie certyfikatów, jak i jednostkom certyfikującym, gdyż spadek postrzegania wartości certyfikatów ostatecznie obróci się przeciwko nim. Kto zechce korzystać z ich usług, jeżeli certyfikat nie będzie wiarygodny? Korzyści z polepszenia jakości certyfikatów SZŚ może mieć ponadto administracja, gdyż skuteczne SZŚ obniżają koszty związane z nadzorem nad utrzymaniem zgodności z prawem. Ponadto wyższa jakość certyfikatów SZŚ będzie miała również pozytywny odbiór w społeczeństwie, gdyż wiarygodna certyfikacja ułatwia dobór dostawców i wykonawców tym, którzy w swoich wyborach biorą pod uwagę zagadnienia ochrony środowiska. Każda z wymienionych grup powinna zatem zaplanować swój zakres działań naprawczych.

Zapraszamy do dyskusji na temat SZŚ na stronie internetowej Stowarzyszenia Polskie Forum ISO 14000: pfiso14000.org.pl w zakładce Forum.

Źródła

1. Norma PN-EN ISO 14001. „Systemy zarządzania środowiskowego – Wymagania i wytyczne stosowania”.

2. Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1221/2009 z 25 listopada 2009 r. w sprawie dobrowolnego udziału organizacji w systemie ekozarządzania i audytu we Wspólnocie (EMAS), uchylające rozporządzenie (WE) nr 761/2001 oraz decyzje Komisji 2001/681/WE i 2006/193/WE.

3. Norma PN-EN ISO/IEC 17021. „Ocena zgodności. Wymagania dla jednostek prowadzących auditowanie i certyfikację systemów zarządzania”.

Robert Pochyluk, prezes Stowarzyszenia Polskie Forum ISO 14000, dyrektor serwisu eko-net.pl

Opublikowano: Ecomanager Numer 2/2010 (04)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *