Reforma nauki kowalem innowacji

Krzysztof Gulda

Z Krzysztofem Guldą, dyrektorem Departamentu Strategii w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego o szansach przełamania barier pomiędzy nauką i biznesem oraz o możliwościach wspierania innowacyjności, rozmawia Małgorzata Masłowska-Bandosz.

Światowy wzrost gospodarczy w znacznym stopniu opiera się na rozwoju nauki i wprowadzanych innowacjach. Do tego niezbędna jest współpraca nauki i biznesu. Jak Pan ocenia kooperację przedstawicieli świata nauki z przedsiębiorcami w Polsce?

Polska jest jedynym krajem w Europie, który wzrost gospodarczy odnotował nawet w dobie ogólnoświatowego kryzysu. Nie wynika on jednak z inwestycji w badania i rozwój czy też w działalność innowacyjną firm, będącą wynikiem prac badawczo-rozwojowych. Dzieje się tak dlatego, że Polska gospodarka jest na wcześniejszym etapie rozwoju, na którym możemy jeszcze uzyskiwać przewagę konkurencyjną za pomocą m.in. niższych kosztów pracy przy wysokiej jakości wykształcenia, poprawiania jakości czy inwestycji o charakterze naśladowczym i odtwórczym. Ponadto korzystamy nadal z rent z tytułu członkostwa w Unii Europejskiej i jesteśmy beneficjentami stosunkowo dużego strumienia inwestycji zagranicznych. W związku z tym Polska rozwija się dość szybko za sprawą innych czynników wzrostu niż tylko badania, rozwój i innowacje. Oczekujemy jednak na ten moment, kiedy polskie przedsiębiorstwa, które coraz bardziej podlegają globalnej konkurencji i światowym regułom rynku, wyczerpią swoje dotychczasowe źródła przewagi konkurencyjnej i swoją aktywność przesuną w stronę innowacji oraz działalności badawczo-rozwojowej.

Jakie są główne bariery we współpracy nauki i biznesu?

Pierwsza grupa barier we współpracy nauki i biznesu ma charakter mentalny. Działalność innowacyjna jest bardzo silnie skorelowana z kapitałem społecznym. Im większy kapitał społeczny, w szczególności zaufanie, gotowość do współpracy i podejmowania ryzyka, tym większe szanse na wysoką innowacyjność gospodarki. Badania pokazują, że Polska jest krajem o niskim kapitale społecznym, a Polacy mają trudności we współpracy oraz w zaufaniu. Do drugiej grupy można zaliczyć cały system nauki i szkolnictwa wyższego, który jest niedostosowany do wymogów współczesnego rynku. Polscy uczeni często podejmują taką tematykę badawczą, która wynika z ich zainteresowań i nie myślą o komercjalizacji swojej wiedzy i rozwiązywaniu problemów technologicznych przedsiębiorców. Cały system oceny jednostek naukowych oraz aktywności ich pracowników jest nastawiony na wyniki naukowe, publikacje, udział w konferencjach czy w projektach naukowych. W niewielkim stopniu promuje się patenty, komercjalizację badań, tworzenie tzw. spółek odpryskowych czy też licencjonowanie własnych wynalazków. Spostrzeżenia te leżą u podstaw reformy systemu nauki, szkolnictwa wyższego i kariery naukowej. Trzecią barierą współpracy nauki i biznesu są finanse. Dopiero w ostatnich latach nastąpił rozwój instrumentów finansowych wspierających działalność badawczo-rozwojową przedsiębiorstw, jak np. projekty celowe czy środki z funduszy strukturalnych w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (działanie 1.4-4.1). W tej kwestii na pewno jest jeszcze wiele do zrobienia. Obecnie prowadzimy prace studyjne nad wprowadzeniem do systemu podatkowego ulg, premiujących prowadzenie przez firmy własnej działalności badawczo-rozwojowej.

Jakie korzyści taka współpraca może przynieść przedsiębiorcom, a jakie pracownikom naukowym?

Jeśli przedsiębiorcy rzeczywiście decydują się na podjęcie własnej działalności badawczo-rozwojowej lub współpracy w tym zakresie i w efekcie wdrożenie wyników badań naukowych, to znaczy, że mają świadomość, iż w ich branży nie wygrają już poprzez naśladownictwo funkcjonujących technologii. Wiedzą, że by przetrwać na rynku muszą inwestować w działalność badawczo-rozwojową. Z kolei korzyści dla pracowników naukowych są dwojakiego rodzaju. Za chwilę wejdzie w życie reforma nauki, a wraz z nią zacznie funkcjonować nowy system ewaluacji jednostek naukowych, który znacznie większą wagę będzie przykładał do patentowania, przychodów z komercjalizacji itp. Niedługo będą zaprezentowane także projekty dwóch ustaw dotyczących reformy szkolnictwa wyższego oraz stopni i tytułów naukowych. Zostaną w nich dopracowane kwestie związane z zarządzaniem własnością intelektualną w szkołach wyższych i zasadami komercjalizacji dorobku naukowego. W reformie większą wagę położono także na indywidualny dorobek związany ze współpracą z gospodarką. Dla naukowców taka współpraca powinna oznaczać również dodatkowe przychody – niekiedy znacznie większe niż te, które pochodzą ze środków publicznych.

Polska nauka koncentruje się głównie na dydaktyce. Dla wielu pracowników naukowych najważniejszym źródłem generującym przychody jest działalność dydaktyczna oraz badania na podstawie których publikuje się artykuły. Czy Pana zdaniem, polscy naukowcy myślą o swojej pracy naukowej, jako o towarze, który można sprzedać?

Fakt, że polska nauka koncentruje się na dydaktyce dotyczy głównie pracowników naukowych, zatrudnionych w szkolnictwie wyższym. W Polsce mamy jeszcze dwa piony – Polską Akademię Nauk i jednostki badawczo-rozwojowe. Pracownicy PAN głównie są zaangażowani w badania o charakterze podstawowym i oni prawdopodobnie o swoich badaniach w kontekście komercjalizacji myślą sporadycznie. Z kolei jednostki badawczo-rozwojowe przede wszystkim działają na rzecz gospodarki. Średnio tylko ok. 30% przychodów generują one ze środków publicznych, natomiast 70% z działalności usługowej, ze sprzedaży know-how czy też realizacji wspólnych z przemysłem projektów badawczych. W przypadku uczelni wyższych bez wątpienia jest tak, że odsetek pracowników naukowych, myślących o swoim dorobku naukowym jako o towarze, który można sprzedać jest niewielka. Dążymy do tego, by uczelnia wyższa spełniała trzy misje. Pierwsza jest związana z edukacją i dydaktyką. Druga, ciągle zaniedbywana, to badania naukowe. A trzecia – oddziaływanie na otoczenie społeczno-gospodarcze. Tak właśnie powinny funkcjonować uczelnie trzeciej generacji. Chcemy by polskie szkoły wyższe przekształcały się właśnie w kierunku takich uczelni, gdzie wszyscy są zaangażowani w proces współpracy z otoczeniem społeczno-gospodarczym.

Co ma zrobić przedsiębiorca, który chciałby swoje pieniądze zainwestować w nowatorskie pomysły naukowców? Czy istnieje platforma kontaktu np. wynalazca-inwestor?

Od kilku lat na rynku działa już kilkanaście funduszy inwestycyjnych, które specjalizują się w wyszukiwaniu i finansowaniu nowych pomysłów . Są to fundusze typu venture capital czy seed capital, silnie wspierane ze środków publicznych poprzez Krajowy Fundusz Kapitałowy oraz środków funduszy strukturalnych – PO IG. Kontaktom nauki z biznesem służy także działalność tzw. aniołów biznesu, czyli osób, które same już osiągnęły sukces finansowy i są gotowe część swoich pieniędzy zaryzykować na zupełnie nowe przedsięwzięcia. Można się do nich zgłosić np. z propozycją projektu do sfinansowania. Istnieje też szereg instytucji, których celem jest kojarzenie ze sobą naukowców czy wynalazców z inwestorami. Właściwie przy każdej uczelni istnieje jakaś instytucja, taka jak np. centrum transferu technologii, inkubator technologiczny czy park naukowo-technologiczny. Są to miejsca, gdzie można przyjść po poradę, zgłosić się ze swoim pomysłem oraz uzyskać pomoc w założeniu i rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej.

Obecnie z Polski do Europejskiego Urzędu Patentowego trafia ok. 100 patentów rocznie. Jest to najniższy wskaźnik zgłoszeń w Unii Europejskiej, z wyjątkiem Rumunii. Czym to jest spowodowane?

Jedną z przyczyn był niefortunny sposób oceny pracy naukowców, w którym wyżej ceniona niż patent jest publikacja naukowa. Ponadto jeśli mamy małą współpracę przedsiębiorstw z uczelniami czy podmiotami gospodarczymi, to automatycznie nie ma powodu, by chronić swój wynalazek. Jeśli nie myśli się o komercjalizacji swojej wiedzy, to nie jest się też zainteresowanym patentowaniem. Rzeczywiście zgłoszeń dokonywanych z Polski w Europejskim Urzędzie Patentowym przez polskie podmioty jest niewiele. Jednak jeśli przeanalizujemy patenty zgłaszane przez podmioty gospodarcze czy inne jednostki naukowe z zagranicy, to okazuje się, że Polacy dość często występują jako współautorzy patentów europejskich czy też amerykańskich. Tylko że za sprawą małej świadomości samej kadry naukowej i niskiej umiejętności zarządzania własnością intelektualną w polskich jednostkach naukowych te patenty uciekają nam zagranicę. Będąc tego świadomym, w propozycjach reformy szkolnictwa wyższego, chcemy nałożyć na szkoły wyższe obowiązek tworzenia i wprowadzania w życie regulaminów zarządzania własnością intelektualną.

Dlaczego w Polsce bardziej opłaca się importować technologię z zagranicy, zamiast ją wyszukiwać i stawiać na rodzime wynalazki?

Inwestycje w działalność badawczo-rozwojową wiążą się z dużo większym ryzykiem. Polskie firmy nie importują samych technologii z zagranicy, ale gotowe urządzenia, linie technologiczne, a nawet całe systemy produkcji oparte o nowe rozwiązania technologiczne. W związku z tym okres od podjęcia decyzji inwestycyjnej do momentu wejścia na rynek z nowym czy też unowocześnionym produktem jest znacznie krótszy, niż gdyby same inwestowały w prace badawczo-rozwojowe i od początku wdrażały nową technologię. Przedsiębiorstwa w Polsce głównie rozwijają się przez adaptację istniejących rozwiązań. Większość polskich firm podąża za technologiami, które są już znane, adaptuje je do własnych potrzeb, czasem je unowocześnia. Firmy korzystające z tych źródeł przewagi konkurencyjnej są w stanie zaproponować produkt o wysokiej jakości, spełniający wymagane normy czy oczekiwania kontrahentów, ale za niższą cenę.

W październiku br. wejdzie w życie pakiet ustaw reformujących system nauki „Budujemy na Wiedzy – Reforma Nauki dla Rozwoju Polski”. Czy wprowadzą one jakieś mechanizmy motywujące zarówno uczelnie, jak i naukowców do podjęcia prac badawczo-rozwojowych? Czy umożliwi ona lepszą współpracę jednostek badawczo-rozwojowych z przedsiębiorcami?

Mechanizmy motywujące zostaną wprowadzane do systemu ewaluacji jednostek naukowych, które same będą zainteresowane tym, by mieć patenty oraz przychody z komercjalizacji, sprzedaży licencji itd. Będzie się to liczyło również w dorobku naukowym indywidualnych naukowców. Reforma spowoduje ponadto, że minister nauki przekaże cały zakres współpracy pomiędzy środowiskiem naukowym, a sferą przemysłową do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBiR). Po wejściu w życie ustawy dyrektor tego centrum będzie mógł bardzo elastycznie reagować na potrzeby przedsiębiorców i będzie miał możliwość zgłaszania własnych propozycji nowych instrumentów finansowych oraz sposobów wspierania współpracy badawczo-rozwojowej między inwestorem prywatnym a publicznym. Trzeba też pamiętać, że NCBiR realizuje programy strategiczne, w których na określone dziedziny przeznaczane są ogromne środki finansowe. Przykładowo na program strategiczny dotyczący energetyki NCBiR może przeznaczyć nawet 300 mln zł.

W większości rankingów innowacyjności przoduje Finlandia, czyli kraj , który w końcu lat 70. XX w. był eksporterem surowców do ZSRR, a dziś jest jednym ze światowych liderów nowoczesnych technologii. Czy Pana zdaniem Polska ma szansę stać się drugą Finlandią? Co należałoby jeszcze zrobić w tym kierunku?

Myślę, że nie musimy mieć ambicji, żeby być drugą Finlandią. Finlandia jest znacznie mniejszym krajem niż Polska i zdecydowanie łatwiej ją było zreformować. W dużej mierze sukces tego kraju w rankingach jest zasługą Nokii i gdyby usunąć ją ze statystyki, to okazało by się, że nakłady Finlandii na działalność badawczo-rozwojową są na średnim poziomie w całej Unii Europejskiej. My musimy się skupić na maksymalnym wykorzystaniu naszych zasobów i zbudowaniu własnej drogi do zbudowania gospodarki opartej na wiedzy. Jesteśmy jednym z większych krajów w Unii, a to oznacza, że musimy oddziaływać na wiele obszarów badań, a tym samym przełamywać liczne bariery strukturalne i regionalne. Zainicjowane reformy stwarzają Polsce taką szansę. Wiele przedsięwzięć, które finansujemy, np. tych związanych z nakładami na opracowywanie nowych technologii, czy tworzeniem nowych firm, to jest też tworzenie szansy na powstanie takiej polskiej Nokii. W Polsce już jest kilka takich perełek, które mają duże szanse na rozwój. Może właśnie wśród nich znajdzie się firma, która osiągnie sukces fińskiej rangi.

Wywiad przeprowadzono drogą telefoniczną 18 maja 2010 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 6/2010 (06)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *