Metamorfoza polskiej chemii

IMG_5608(2)

Z Jerzym Majchrzakiem, dyrektorem Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego, m.in. na temat wyzwań stojących przed branżą chemiczną, rozmawia Łukasz Bandosz.

Zakłady chemiczne często postrzegane są jako przedsiębiorstwa negatywnie wpływające na środowisko przyrodnicze, emitujące wiele niebezpiecznych substancji, czemu nierzadko towarzyszy nieprzyjemny zapach. W jaki sposób walczy się z takim wizerunkiem?

Wynikający z uwarunkowań historycznych negatywny wizerunek części zakładów chemicznych dzisiaj jest już nieprawdziwy. Wejście Polski do Unii Europejskiej potwierdziło i przyspieszyło realizowaną wcześniej politykę zrównoważonego rozwoju, polegającą na kształtowaniu dobrych relacji ze środowiskiem. Ze względów ekonomicznych i środowiskowych zamknięto szereg przestarzałych i uciążliwych dla otoczenia instalacji, a pozostałe zmodernizowano ogromnym kosztem. Obecnie spełniają one wszystkie bardzo rygorystyczne unijne wymagania środowiskowe, które obejmują emisję zarówno do atmosfery, jak i do wody. Dzięki temu wyeliminowano wiele uciążliwych i nieprzyjemnych zapachów. Trzeba przy tym pamiętać, że w zakresie odorów to nie przemysł chemiczny jest potencjalnie uciążliwy, a raczej szeroko rozumiane rolnictwo, w tym głównie fermy hodowlane.

Sprawa poprawy wizerunku chemii jest przedmiotem ogromnej troski branży od wielu lat. Najlepszym tego potwierdzeniem jest realizowany od ponad 20 lat w Polsce światowy, dobrowolny ruch „Odpowiedzialność i Troska”, w ramach którego kwestie poprawy oddziaływań na środowisko, a przede wszystkim dobrych relacji z najbliższym otoczeniem jest zadaniem pierwszoplanowym. Elementami tego programu są cykliczny konkurs „Drzewko za butelkę” oraz fotograficzny „Złap zająca”. Całość uzupełniają działania inwestycyjne oraz rozwojowe, eliminujące wszelkie uciążliwości. Przemysł chemiczny na naszych oczach zmienia się zdecydowanie na lepsze.

Jak Pan ocenia aktualną politykę energetyczno-klimatyczną Unii Europejskiej?

Obecną politykę klimatyczno-energetyczną UE oceniam negatywnie. Nie rozwiano coraz powszechniejszych wątpliwości odnośnie realnego wpływu CO2 na zmiany klimatu, a zbyt mocne są naukowe argumenty przeciwko takiemu uproszczonemu założeniu. Bezwarunkowe przyjęcie dotychczasowych założeń powoduje, że słuszne i bardzo potrzebne działania ograniczające zużycie surowców i energii, czyli polityka zrównoważonego rozwoju, kosztuje niepotrzebnie dużo. Koncentracja wysiłków na eliminacji emisji gazów cieplarnianych kosztem coraz większych nakładów finansowych ogranicza wydawanie tych pieniędzy na bardziej skuteczne działania.

Coraz większe wątpliwości, w tym etyczne, budzi stosowanie biopaliw. Prawdopodobnie działania w zakresie CCS zakończą się klapą, bo nie ma zgody społeczeństwa na zatłaczanie pod ziemię ogromnych ilości dwutlenku węgla. Sztuczne forsowanie rozwoju energetyki wiatrowej oraz fotowoltaiki w naszych warunkach klimatycznych też przypomina klasyczną bańkę finansową. Największy sprzeciw budzi jednolite traktowanie energetyki we wszystkich krajach UE, bez uwzględnienia zaszłości historycznych. W efekcie największe koszty na eliminowanie emisji CO2 poniesie Polska. Jest to sprzeczne z zasadą proporcjonalności i zostało zaskarżone przez Polskę do ETS.

Pół roku temu Komisja Europejska przyjęła, że wyznacznikiem obliczania liczby darmowych pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle w latach 2013-2020 będą tzw. benchmarki, czyli poziom emisji przy użyciu najnowocześniejszych technologii, dostępnych w całej Unii. Jak to może wpłynąć na kondycję polskich zakładów chemicznych?

W zakresie przyjętych benchmarków są dwa rodzaje problemów. Jeden z nich stanowią emisje bezpośrednie, wynikające ze stosowanej technologii i nowoczesności instalacji. Problem polega na tym, że dla wielu procesów w UE jest mniej niż 10 instalacji. Oznacza to, że benchmark ustalono na podstawie danych z jednej instalacji, co nie jest miarodajne. Z tego względu niektóre benchmarki przełożą się na ogromne koszty przy niewielkim rezultacie. Większym wyzwaniem dla instalacji w Polsce są jednak emisję pośrednie. Ze względu na największe w UE nawęglenie energetyki przekroczone są poziomy emisji CO2 z powodu przyjęcia bazowego odniesienia do energii uzyskiwanej z gazu ziemnego. W związku z tym Polska musi się domagać uwzględnienia swojej specyfiki, zgodnie z regułą proporcjonalności obciążeń. Obecna sytuacja spowoduje utratę konkurencyjności przez wszystkie energochłonne zakłady chemiczne.

Szacuje się, że w 2013 r. polska branża chemiczna na zakup pozwoleń na emisję będzie musiała wydać ponad ćwierć miliarda złotych. W jaki sposób wpłynie to na ceny wyrobów chemicznych?

Ten szacunek oparto na przyjęciu ceny za pozwolenie na emisję tony CO2 w wysokości 20 euro, ale dziś jeszcze nie wiadomo, ile ona dokładnie wyniesie. Zdecydowanej większości tej kwoty nie da się przenieść na klienta, gdyż w UE są producenci tych wyrobów, którzy w mniejszym stopniu obciążają środowisko emisją CO2. Przykładem jest Francja, gdzie dominuje stosunkowo tania energia z elektrowni atomowych. Taka sytuacja spowoduje, że zmniejszy się zysk polskich zakładów chemicznych w dobrym roku o ok. połowę, co ograniczy ich możliwości rozwoju i konkurowania.

Wysokie ceny surowców oraz polityka klimatyczna UE może spowodować odpływ produkcji chemicznej do krajów, gdzie instalacje są nowocześniejsze lub nie ma tak rygorystycznych przepisów środowiskowych. Czy taka wizja jest realna?

Ten czarny scenariusz jest bardzo realny. Odpływ części produkcji chemicznej z Polski nastąpi także w ramach Unii Europejskiej, ponieważ emisyjność energetyki w Unii waha się od 18 kg CO2/MWh do 940 kg w Polsce. Ponadto ogromną konkurencją staną się nasi sąsiedzi ze wschodu, u których nie ma restrykcyjnych opłat za emisję gazów cieplarnianych.

Czy podczas polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej uda się wypracować korzystniejsze dla branży chemicznej prawa dotyczące limitów emisji?

Zdecydowanie nie, gdyż poprawność polityczna i tradycja prezydencji w UE uniemożliwia jej wykorzystanie do własnych interesów. Jedyną możliwością jest kontynuowanie dyskusji nad sensem takiej polityki klimatycznej UE w sytuacji całkowitego osamotnienia w świecie.

Jednym z głównych problemów branży chemicznej jest zapewnienie dostaw gazu, a także ceny tego surowca. Niestety, jest on droższy u nas niż w innych krajach Europy. W jaki sposób firmy rozwiązują ten problem?

Obecnie ze względu na realia prawne i techniczne nie ma żadnej możliwości zmiany dostawcy i ceny wynikającej z taryfy gazowej. Jednakże postępujący proces liberalizacji i urynkowienia wynikający częściowo z nacisków KE, połączony z rozbudową transgranicznych połączeń gazowych stworzy bardziej rynkową sytuację w tym obszarze w Polsce. Oczywiście nie oznacza to automatycznie obniżek cen gazu, ale stwarza takie potencjalne możliwości w sytuacji, gdy cena gazu zagranicznego kupowanego na spocie byłaby niższa niż kontraktowa albo cena LNG byłaby istotnie niższa.

W ostatnim czasie w krajowym przemyśle chemicznym obserwujemy zjawisko konsolidacji. Czy jest to recepta na problemy polskiego przemysłu chemicznego?

Konsolidacja nie rozwiąże wszystkich problemów branży chemicznej, ale większość z nich na pewno. Można przyjąć, że skonsolidowane zakłady wielkiej syntezy chemicznej będą mogły skuteczniej niż dzisiaj konkurować z firmami zagranicznymi dzięki bardziej porównywalnej sile rynkowej oraz większej możliwości koncentracji środków finansowych na wybranych kierunkach rozwoju. Dotyczy to zarówno inwestycji, jak i innowacji. Wykorzystanie synergii w zakresie produkcji, handlu i logistyki oraz koncentracja niektórych działalności pozwoli na dalszą obniżkę kosztów funkcjonowania zakładów chemicznych i poprawi ich konkurencyjność.

Trzeba też zauważyć, że konsolidacja jest częściowo wymuszona przez brak potencjalnych inwestorów, pomimo profesjonalnych i transparentnych prób prywatyzacji. Dalsze utrzymywanie status quo byłoby dla rozwoju branży chemicznej w Polsce niekorzystne.

Produkcja chemikaliów w Polsce stanowi niewielki odsetek rynku europejskiego. Jakie inne zmiany, poza konsolidacją, muszą nastąpić w polskim przemyśle, aby stał się istotnym elementem gospodarki europejskiej?

W zakresie udziału Polski w produkcji europejskiej nie można spodziewać się istotnych zmian. Wynika to z faktu, że od wielu lat przemysł chemiczny w Polsce jest niedoinwestowany. W wysoko rozwiniętych krajach przemysł chemiczny stanowi 15-25% sprzedaży całego przemysłu, w Polsce – tylko 10-11%. W związku z tym polski przemysł chemiczny powinien się rozwijać znacznie szybciej niż inne gałęzie, żeby nadrobić zaległości, skutkujące bardzo dużym deficytem w handlu zagranicznym chemikaliami, wynoszącym ok. 8-9 mld euro, co stanowi blisko połowę całego naszego deficytu. Nadrobienie tych zaległości wymagałoby przede wszystkim dużych inwestycji, a z tym nie jest najlepiej, bo brakuje niezbędnych środków finansowych w warunkach bardzo konkurencyjnego rynku unijnego. W ostatnich latach duże inwestycje to BOP w 2005 r. oraz produkcja kwasu tereftalowego we Włocławku w tym roku. Pozostałe to bardzo potrzebne inwestycje modernizacyjne lub proekologiczne. Zaledwie w kilku produktach jesteśmy zauważalni na rynku europejskim i światowym. Obejmuje to nawozy mineralne, amoniak, sodę, melaminę, kauczuk syntetyczny, PTA czy alkohole oxo. Konsolidacja istotnie pomoże w nadrabianiu zaległości inwestycyjnych, bo umożliwi koncentrację środków finansowych. Można też założyć, że załamanie się obecnej antyprzemysłowej polityki KE spowoduje powrót zainteresowania inwestorów zewnętrznych rozwojem przemysłu chemicznego w Polsce. Przy aktualnej polityce Komisji Europejskiej obecne uwarunkowania energetyczno-surowcowe stanowią istotny hamulec w tym procesie.

Wywiad przeprowadzono drogą elektroniczną 28 września 2011 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 10/2011 (19)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *