Klimatyczne wyzwania

Unijny system EU ETS zbliża się do trzeciego okresu rozliczeniowego, czyli lat 2013-2020 r. Stopniowo zaostrzając limity, UE dąży do osiągnięcia strategicznego celu na rzecz ochrony klimatu – do redukcji emisji o 20%. Zmiany, jakie nastąpią od 2013 r. są powodem coraz większej troski branży przemysłowej, która musi się do nich dopasować, dokonując kosztownych inwestycji. Jakie konsekwencje dla europejskiej gospodarki niosą za sobą kolejne wyzwania klimatyczne?

prof. dr hab. inż. Andrzej Kraszewski

prof. dr hab. inż. Andrzej Kraszewski, minister środowiska

Dla Polski realizacja europejskiej polityki klimatycznej jest trudna, dlatego wszędzie tam, gdzie to możliwe, zabiegamy o dostosowane regulacji do naszych warunków i minimalizację obciążeń. Trzeba dbać o interes polskiej gospodarki, która może być siłą napędową pozytywnych zmian. Musimy także wdrażać tzw. zieloną gospodarkę, czyli ścieżkę rozwoju, do której dąży Europa. Ochrona klimatu wymusza tak naprawdę konieczną modernizację – dla Polski łatwiejszą dzięki wspólnej polityce, powodującej, że „doganiamy” bardziej rozwinięte kraje. Jednak ta modernizacja musi być odpowiednio rozłożona w czasie. Polska w odróżnieniu od innych państw członkowskich jest w specyficznej sytuacji ze względu na swoją strukturę paliwową, w której dominują węgiel kamienny i brunatny. Zagrożenia z tego wynikające są jednak minimalizowane przez mechanizmy ochronne, o które nasz kraj zabiegał podczas negocjacji pakietu energetyczno-klimatycznego. Odnoszą się one do możliwości skorzystania z derogacji dla elektroenergetyki i przydziału darmowych uprawnień dla sektorów narażonych na ucieczkę emisji. Dyrektywa ETS stwarza możliwość przyznania rekompensat dla sektorów przemysłowych, których koszty produkcji podniosą się w wyniku wzrostu cen energii elektrycznej, spowodowanej wprowadzeniem postanowień pakietu. Istotna jest też kwestia wydatkowania przychodów z aukcji. Dyrektywa ETS stanowi, iż przynajmniej połowa z nich powinna być wydatkowana na cele związane z ochroną klimatu, w tym rozwój technologii odnawialnych źródeł energii oraz wytwarzanie energii w procesie kogeneracji. Pakiet energetyczno-klimatyczny stwarza więc nie tylko zagrożenia, ale również szanse, które musimy wykorzystać.

Adam Grochala

Adam Grochala, VP Rynek Przemysłu, Schneider Electric Polska

Prowadzona obecnie polityka tworzy pewną równowagę i w ogólnym bilansie wzmacnia przemysł. Dzieje się tak dlatego, że poprzez kolejne ustawy i regulacje prawne zmuszamy branżę przemysłową do podejmowania działań na rzecz własnego rozwoju oraz modernizacji technologii. Tym samym buduje to silniejszą, bardziej konkurencyjną pozycję przemysłu europejskiego w stosunku do gospodarki innych krajów. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja Polski jest bardzo specyficzna. Nasz kraj jest na etapie ciągłego zmniejszania dystansu do wysoko rozwiniętych gospodarek w innych państwach, a swoje bezpieczeństwo energetyczne opiera na wykorzystaniu węgla, który z pewnością nie jest paliwem popularnym w polityce energetycznej Unii Europejskiej. Z tego względu powinniśmy skoncentrować się na czystych technologiach i pełnym wykorzystaniu energii, którą już wytworzyliśmy. Przemysł i budownictwo potrzebują zmian w sposobie gospodarowania energią, a wydajność energetyczna jest dziś najszybszym, najtańszym i najczystszym sposobem ograniczenia zużycia energii. Efektywność energetyczna jest możliwa do natychmiastowego zastosowania i odnosi się do większości istniejących urządzeń oraz instalacji. Już teraz można osiągnąć do 30% oszczędności energii przy użyciu obecnych technologii i jest to inwestycja, która się opłaca.

prof. Krzysztof Żmijewski

prof. Krzysztof Żmijewski, Politechnika Warszawska, sekretarz generalny Społecznej Rady Narodowego Programu Redukcji Emisji

Unia deklaruje działania na rzecz mitygacji zmian klimatu, stosując coraz bardziej zdecydowane środki i narzędzia. Najpoważniejszym z nich jest europejski system handlu emisjami – EU-ETS. Jego konstrukcja w zamierzeniu automatycznie ogranicza emisję gazów cieplarnianych. Dotychczasowa praktyka pokazuje, iż znacznie większy wpływ na redukcję emisji wywarł światowy kryzys gospodarczy. Jednak sytuacja ulegnie zasadniczej zmianie już wkrótce, bo na początku 2013 r., kiedy wejdą w życie regulacje III etapu EU-ETS. W tym etapie likwidowany jest mechanizm darmowego przydziału emisji, oparty na zasadzie kontynuacji historycznej tzw. grandfatheringu,wg której przydzielano trochę mniej niż instalacja emitowała w poprzednim okresie. Obrotowi handlowemu podlegały nadwyżki kupowane przez tych, którzy mieli niedobory, a sprzedawane głównie przez tych, którzy mieli zapasy, spowodowane „wysokim poziomem zrozumienia potrzeb przez administrację”, a znacznie rzadziej przez tych, którzy zainwestowali w niskoemisyjną technologię. Stanowiło to nie więcej niż 10% całej emisji, a więc i wpływ zakupu uprawnień do emisji na całkowity bilans kosztów był marginalny. W skali całej gospodarki efekt był zerowy, bowiem to, co tracili jedni, zarabiali drudzy. System miał więc charakter dodatkowego mechanizmu redystrybucji (dystrybucji wtórnej), w którym od skuteczności stosowanej często większe znaczenie miała skuteczność lobbingu, gwarantująca większy przydział pierwotny. Etap III dramatycznie zmienia zasady gry: nie ma (praktycznie) darmowych przydziałów. Wyjątki są nieliczne i obwarowane wieloma warunkami, co oznacza, że dla produkcji emisjogennej zakup uprawnień staje się obowiązkowy. Tym razem dotyczy to także tych, którzy dostaną jeszcze uprawnienia darmowe, ale tylko jako dodatek do kupionych na rynku pierwotnym lub wtórnym. Mechanizm taki powinien zlikwidować zjawisko windfall profit (niespodziewanego zysku), wygenerowane przez Komisję w poprzednich etapach: I i II. Zysk wynikał ze sprzedaży darmowych uprawnień bez redukcji ceny sprzedawanych produktów, np. prądu. Zatem zakup praw do emisji będzie koniecznością (purchase or perish), wystąpi trwały deficyt uprawnień (chyba, że wejdziemy w kolejny poważny kryzys gospodarczy), a w konsekwencji bardzo wzrośnie się ich cena. Standardowa prognoza Komisji Europejskiej mówi o 39 e/tCO2. Przewiduje się, że w 2013 r. będzie trochę taniej czyli 25 e/tCO2. Stanie się tak z powodu sprzedaży uprawnień zaoszczędzonych w poprzednim tzn. II etapie. Wiele prognoz przewiduje znaczny wzrost cen uprawnień, nawet ponad poziom 60 e/tCO2, niezbędny do rynkowego wdrożenia technologii wyłapywania i magazynowania CO2 (CCS). Poziom darmowych, tzw. derogacyjnych, przydziałów będzie stale maleć, oferta rynku pierwotnego również (o 1,75% rocznie), a żadna flotylla tanich, zeroemisyjnych technologii w najbliższym czasie nie nadpłynie zza horyzontu na odsiecz. Radar z satelity pokazuje, że morze jest puste. Oczekują nas więc bardzo poważne konsekwencje nota bene przewidywane, a nawet prowokowane przez Komisję Europejską: primo – wzrost ceny uprawnień do emisji, secundo – wzrost ceny energii elektrycznej i ciepła, tercjo – wzrost kosztów energetycznych przemysłu i gospodarki, quatro – wzrost importu produktów energochłonnych i emisjogennych spoza strefy EU-ETS, quinto – spadek konkurencyjności europejskiej gospodarki i jej obrotów (PKB), sexto – wzrost bezrobocia, septimo – spadek zarobków, spadek popytu, octavo – spadek sprzedaży, spadek obrotów (PKB), nono – głęboki kryzys gospodarczy, którego pierwsze przejawy już są widoczne, lecz są świadomie ignorowane przez większość polityków i wypierane ze społecznej świadomości. Uwaga! Wypowiedź ta nie jest głosem przeciwko polityce klimatycznej, a szczególnie przeciwko stosowaniu zasady zrównoważonego rozwoju. Jest głosem przeciwko głupiej polityce klimatycznej, łamiącej zasady zrównoważonego i trwałego rozwoju. Pomysł, że 500 milionów postindustrialnych Europejczyków będzie żyć z wzajemnego świadczenia sobie usług, jest totalnie absurdalny. Wiemy, jak chronić zasoby naturalne, klimat, środowisko, przestrzeń oraz nas samych bez niszczenia przemysłu i gospodarki. Wymaga to znacznej poprawy efektywności i zrezygnowania z absurdalnej nadkonsumpcji, ale tego właśnie ogarnięta konsumpcjoholizmem Europa Zachodnia nie chce. Jak każdy „holik” zresztą. W porównaniu z Londynem i Paryżem Warszawa jest wciąż na purytańskiej diecie, o Grabniaku nie wspominając.

dr Andrzej Kassenberg, prezes Instytutu na rzecz Ekorozwoju

dr Andrzej Kassenberg, prezes, Instytut na rzecz Ekorozwoju

Polityka klimatyczna UE ma dwa wymiary. Jeden z nich dotyczy ograniczania emisji gazów cieplarnianych (GHG), które przyczyniają się do globalnego ocieplenia i jego negatywnych skutków (wg Raportu Sterna brak działań to w przyszłości straty 5-20% światowego PKB). Drugi wymiar wiąże się z gospodarką. Odnosząc się do pierwszego z nich, UE stara się być liderem i zachęca do zdecydowanych działań. Jednak wytyczona strategia ograniczania GHG napotyka na opór zarówno na płaszczyźnie międzynarodowej (COP 17 w Durbanie), jak i wewnątrz naszego kraju (weto Polski). Zmniejszenie emisji tylko przez UE, bez wprowadzenia ograniczeń przez inne kraje, nie przyczyni się do poprawy sytuacji. Rodzi się zatem pytanie, po co to wszystko? Ewentualnie, aby znaleźć kompromisowe rozwiązanie, można by jeszcze odwołać się do odpowiedzialności za tych, których zmiany klimatu najbardziej dotykają, a emitentami GHG są tylko w minimalnym stopniu, czyli za kraje biedne. W przypadku analizy drugiego wymiaru, który dotyczy gospodarki UE, należy mieć na uwadze fakt, iż staje się ona coraz mniej konkurencyjna i obniża się jej innowacyjność. Do pięciu krajów o największej liczbie patentów dotyczących „czystych” technologii spośród krajów UE należą jedynie Niemcy (inne to USA, Chiny, Japonia i Korea Pd.). Wobec tego można postawić tezę, że unijny cel 20% stanowi podstawową barierę dynamicznego rozwoju technologii i rozwiązań niskowęglowych. Jeżeli UE nie chce tracić dystansu, to niezbędny jest klimatyczny stimulus i właśnie takie stwierdzenie powinno stanowić podstawową przesłankę do osiągnięcia ambitnego celu 30%. Ponadto wiele światowych koncernów uważa, że w ten sposób wytyczona strategia stanowiłby zachętę do wprowadzania innowacji. Fakt ten jest bardzo istotny dla Polski, która w 2011 r. uplasowała się w zakresie ekoinnowacji na ostatnim miejscu w UE. Niestety, krajowa polityka gospodarcza zamiast budować przewagę konkurencyjną, obecnie dryfuje. Zdecydowana polityka klimatyczna UE jest dla Polski szansą – trudną do wykorzystania, ale obecnie jedyną pozwalającą na powstrzymanie tego dryfowania. Należy zatem odejść od tworzenia gospodarki budowanej pod dyktando bardzo silnego lobby węglowo-energetycznego, na rzecz dynamicznego rozwoju niskowęglowych produktów i usług. To jest dobry kierunek wytyczony na przyszłość, a nie tylko ulotna mrzonka.

Przygotowała Barbara Krawczyk

Opublikowano: Ecomanager Numer 11/2011 (20-21)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *