Gospodarka niskoemisyjna wyzwaniem XXI w.

AH_MG_5994

Z Agatą Hinc, szefem projektu „Niskoemisyjna gospodarka” w demosEUROPA – Centrum Strategii Europejskiej, o wyzwaniach dla polskiego przemysłu, rozmawia Małgorzata Masłowska-Bandosz.

Przekształcenia w gospodarce, które mają zmierzać w kierunku ograniczania emisji gazów cieplarnianych do atmosfery, są nieuniknione. Jakie wyzwania rodzi dla przemysłu wdrażanie aktywnej polityki klimatycznej?

Największym wyzwaniem będą relatywnie duże nakłady inwestycyjne w ciągu najbliższych lat oraz fakt, iż na ich zwrot trzeba będzie poczekać. Przy niepewnych lub niejasnych regulacjach przemysł zacznie opóźniać podejmowanie decyzji o inwestycjach w technologie niskoemisyjne, a to – jak pokazują analizy ekonomiczne – najgorszy z możliwych scenariuszy przy założeniu, że polityka klimatyczna pozostanie na tej samej ścieżce. Im później rozpoczniemy inwestycje, tym większe koszty poniesiemy. W związku z tym polityka klimatyczna będzie tym poważniejszym wyzwaniem dla przemysłu, im później zacznie on podejmować strategiczne decyzje dotyczące niskoemisyjnego rozwoju. Ważna tu będzie rola państwa, które powinno stworzyć odpowiednie środowisko regulacyjne oraz wziąć na siebie część ryzyka związanego z wdrażaniem innowacyjnych technologii niskoemisyjnych. Podjęcie wczesnych działań może doprowadzić do utworzenia nowych sektorów i stworzenia nowych miejsc pracy. W Unii Europejskiej ekoprzemysł jest jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się sektorów. Odnotowuje on wzrost na poziomie 5% rocznie. Jednak warunkiem korzystania z przywilejów związanych z tym wzrostem jest dobrze przemyślana, długoterminowa strategia, która umożliwi łagodny przepływ siły roboczej z sektorów zanikających do sektorów nowo utworzonych, budowę kapitału intelektualnego oraz przygotowanie rynku do przyjęcia siły roboczej zdolnej do poprawy innowacyjności naszego kraju.

W związku z koniecznością redukcji emisji dwutlenku węgla przemysł w Polsce boi się utraty konkurencyjności i przenoszenia produkcji do krajów, które nie podpisały protokołu z Kioto. Czy te obawy są uzasadnione?

Po części tak. Już w tej chwili pojawiają się pomysły (również w Polsce) przenoszenia tzw. brudnego przemysłu, m.in. na Ukrainę czy Białoruś, jednakże w interesie wszystkich państw członkowskich UE jest to, żeby tak się nie stało. Dlatego też w ramach UE na nowo rozgorzała dyskusja o obciążeniu podatkiem granicznym produktów pochodzących z krajów, które nie walczą ze zmianami klimatycznymi. Tego rodzaju „podatek emisyjny”, pobierany na granicach UE, przez niektórych ekonomistów mógłby być potraktowany jako protekcjonizm. Niemniej można argumentować, że chodzi jedynie o wprowadzenie sprawiedliwych warunków dla międzynarodowej konkurencji na rynku wewnętrznym. Jeśli Europa wprowadzi „podatek emisyjny” to przenoszenie produkcji do krajów, które nie zobowiązały się do redukcji emisji przestanie być opłacalne.

Na czym Pani zdaniem powinna opierać się budowa niskoemisyjnej gospodarki?

Budowa gospodarki niskoemisyjnej to szereg zaplanowanych, symultanicznych i wzajemnie uzupełniających się działań, mających na celu poprawę efektywności energetycznej, zwiększenie produkcji energii ze źródeł odnawialnych oraz redukcję emisji gazów cieplarnianych przy utrzymaniu wzrostu gospodarczego.

Budowa gospodarki niskoemisyjnej w każdym kraju na świecie będzie wyglądała inaczej. Ma to związek głownie z odmiennymi dotychczasowymi praktykami, nastrojami społecznymi oraz dostępem do surowców. W związku z tym każde państwo będzie musiało przygotować własną strategię niskoemisyjnej transformacji, która opierać się będzie na najbardziej optymalnym scenariuszu redukcji emisji, i która zawierać powinna takie elementy jak: stworzenie odpowiednich ram politycznych, prawnych oraz finansowych, plan zwiększenia potencjału badawczo-rozwojowego (przekładającego się na wzrost innowacyjności gospodarki) oraz przeprowadzenia badań nad technologiami o największym potencjale, plan kampanii edukacyjnych i informacyjnych czy plan zaangażowania i działań na arenie międzynarodowej.

Polityka energetyczna Polski do 2030 r. otwiera drogę dla polskiej energetyki jądrowej. Uruchomienie pierwszego bloku elektrowni atomowej w Polsce przewidywane jest na 2020 r. Czy to realny termin?

Z technicznego punktu widzenia jak najbardziej. Przy dobrym tempie budowa nowej elektrowni atomowej może potrwać (tylko) 5 lat. To oznacza, że aby do 2020 r. został wybudowany pierwszy blok w Polsce niezbędne będzie sfinalizowanie kwestii formalnych do 2015 r. Czy ten termin jest realny? Oczywiście. Wszystko zależy od determinacji i sprawności w działaniu zainteresowanych stron.

W kwietniu br. Komisja Europejska zatwierdziła Krajowy Plan Rozdziału Uprawnień do emisji CO2, zgodnie z którym polskie przedsiębiorstwa otrzymały prawo do emisji 208,5 mln ton dwutlenku węgla rocznie. Czy limity te będą wystarczające dla polskiej gospodarki?

Trzeba pamiętać, iż celem ustanawiania tych pułapów jest transformacja gospodarki w kierunku niskoemisyjnym we wszystkich państwach członkowskich UE, a co za tym idzie, nie mogą być one wystarczające – powinny być niewystarczające, aby stać się bodźcem dla przedsiębiorstw do inwestowania w innowacyjne niskoemisyjne technologie. Już przed zgłoszeniem przez Polskę wyższego pułapu (284,6 mln ton rocznie, o który to Polska procesowała się z Komisją Europejską) pojawiały się głosy, iż jest on za wysoki. Polska emituje średnio ok. 340 mln ton rocznie, ale dla przykładu, wskutek wolniejszego wzrostu gospodarczego – mniejszej konsumpcji i zapotrzebowania na energię, w 2008 r. polskie zakłady wyemitowały 204,1 mln ton. Oznacza to, że limit 208,5 mln ton rocznie w latach 2008-2012 nie jest zatrważający.

W sektorach przemysłowych od 2027 r. nie będzie darmowych uprawnień do emisji CO2, co oznacza, że wszystkie pozwolenia trzeba będzie kupować na aukcjach. Czy polski przemysł sobie z tym poradzi? Jakie skutki może to mieć dla polskiej gospodarki?

Skutkiem powinno być znaczące zmniejszenie emisyjności naszej gospodarki. Mamy 17 lat na to, żeby podjąć działania, dzięki którym polski przemysł będzie mógł czuć się bezpiecznie. Tak jak już wspominałam, pewne sektory będą się kurczyły, a inne rozrastały. Co za tym idzie, pewne gałęzie przemysłu stracą, a inne zyskają. Ważne jednak jest to, żeby w skali całej gospodarki i kraju bilans był dodatni. To, wg już dostępnych analiz makroekonomicznych, jest możliwe, ale jedynie przy odpowiednich ramach politycznych, regulacyjnych i finansowych.

Aktualnie trwają prace nad nowelizacją dyrektywy IPPC, która ma wejść w życie w 2016 r. Spowoduje ona drastyczne zaostrzenie standardów emisji dwutlenku siarki, tlenków azotu i pyłu z dużych źródeł spalania. Jakie zagrożenie niesie dla Polski przyjęcie tego dokumentu?

Z racji wykorzystywania węgla jako podstawowego paliwa dla elektroenergetyki polski sektor energetyczny jest bardzo wrażliwy na zaostrzenia dotyczące standardów oraz limitów emisyjnych. Dlatego też nowelizacja dyrektywy IPPC jest tematem niełatwym w Polsce. Pojawiają się głosy, że przyjęcie dyrektywy będzie równoznaczne z wyłączeniem 60-65% mocy wytwórczych w Polsce w latach 2016-2017 (bo nie mają one szansy wypełnić proponowanych standardów). Jednakże gdy porównamy tę opinię z faktem, iż 37% naszych mocy wytwórczych ma od 20 do 30 lat, 43% to elektrownie ponad trzydziestoletnie, natomiast tylko 8% to instalacje stosunkowo nowe (5-10 lat), to okazuje się, że wymiana prawie 50% mocy wytwórczych i tak będzie musiała nastąpić w Polsce w najbliższych latach. Wydaje się zatem, iż stan polskich mocy wytwórczych sam w sobie stanowi ogromne wyzwanie i można się nawet pokusić o tezę, iż sytuacja Polski jest korzystna, dlatego że podwyższenie standardów emisji oraz zobowiązania związane z redukcją emisji gazów cieplarnianych zbiegają się w czasie z koniecznością modernizacji polskiego sektora energetycznego. Niezbędne są więc inwestycje zmierzające do wymiany mocy, które niezależnie od dyrektywy IPPC w większości i tak musiałyby być poczynione.

Jednym z instrumentów walki ze zmianami klimatycznymi mogą być technologie wychwytywania i składowania dwutlenku węgla (CCS). Czy Pani zdaniem tego typu rozwiązanie jest szansą na znaczące obniżenie emisji CO2 w Polsce, a tym samym na wypełnienie zobowiązań wynikających z pakietu klimatyczno-energetycznego Unii Europejskiej?

Zgodnie z „Polityką energetyczną Polski do roku 2030”, węgiel ma pozostać głównym paliwem dla elektroenergetyki, a co za tym idzie (przy założeniu, że polityka klimatyczna nie zboczy z kursu), wykorzystanie czystych technologii węglowych będzie w przypadku Polski konieczne.

CCS jest jedyną z nich, która zakończyła wstępny etap rozwoju. Potencjał redukcyjny CCS do 2020 r. nie jest wysoki, głównie dlatego, że z rozwojem technologii wiązać się będzie szereg testów w ciągu najbliższych 5-10 lat. Natomiast krzywa McKinsey&Company, przygotowana na potrzeby Polski, wykazała, iż technologia CCS ma potencjał ograniczenia w kraju emisji CO2 o 15% do 2030 r., jednak tylko w przypadku, gdy odpowiednie działania zostaną zaplanowane i rozpoczęte stosunkowo wcześnie.

Australia, Kanada, Niemcy, Stany Zjednoczone oraz Wielka Brytania to państwa, które błyskawicznie podjęły decyzję o szybkim i efektywnym zastosowaniu technologii CCS i przyjęły już odpowiednią legislację. Co należy zrobić, by skutecznie wdrożyć CCS w Polsce?

Wszystkie państwa członkowskie UE obowiązuje implementacja dyrektywy CCS do końca czerwca przyszłego roku. Dyrektywa nie reguluje jednak wszystkich części procesu wychwytu, transportu, zatłaczania i permanentnego składowania dwutlenku węgla. Przy obecnym stanie zaawansowania prac nad tą technologią, ramy polityczne, prawne i instytucjonalne, budowa akceptacji społecznej oraz obniżenie kosztów są największymi wyzwaniami dla wdrożenia CCS. Niezbędna jest zatem w pierwszej kolejności odważna wizja polityczna, która doprowadzi do wypełnienia wszystkich założeń i umożliwi rozwój technologii na wystarczająco dużą skalę, aby była ona w stanie w rzeczywisty sposób przeciwdziałać wzrostowi emisji gazów cieplarnianych. Wizja polityczna ma tu znaczenie także dlatego, że decyzje o niemałych inwestycjach podjęte muszą być niemalże natychmiast, chociaż na ich efekty trzeba będzie poczekać.

W celu dostosowania polskiego przemysłu do wymagań stawianych przez ochronę środowiska niezbędne są innowacje. Czy Pani zdaniem Polska mogłaby się stać liderem w zakresie innowacyjnych technologii? Co należałoby jeszcze zrobić w tym kierunku?

Z uwagi na swoją specyfikę – dużą zależność od węgla – Polska ma potencjał, żeby stać się liderem czystych technologii węglowych – w pierwszej kolejności CCS. Wymagało to będzie przygotowania dobrze przemyślanej i ambitnej strategii.

W pierwszym okresie rozwój i wdrażanie technologii wiązać się będzie z ogromnymi nakładami pracy i kapitału, ale w przyszłości może przynieść zyski natury nie tylko finansowej, ale i prestiżowej. Polityka energetyczno-klimatyczna Unii Europejskiej od kilku lat zajmuje wysokie miejsce w agendzie wspólnoty państw. Bardziej ambitna postawa Polski oraz wychodzenie z propozycjami inicjatyw mających na celu wzmocnienie pozycji UE w świecie, w którym innowacyjne technologie niskoemisyjne staną się jednym ze stymulatorów wzrostu, pomoże uczynić znaczącym głos naszego kraju w Europie w kwestiach związanych nie tylko z polityką energetyczno-klimatyczną.

Wywiad przeprowadzono drogą elektroniczną 22 czerwca 2010 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 8/2010 (07)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *