Europa dwóch prędkości

 Bez tytułu

Z prof. Maciejem Sadowskim, pełnomocnikiem dyrektora ds. współpracy międzynarodowej w Instytucie Ochrony Środowiska, m.in. na temat kształtu polityki klimatyczno-energetycznej po wygaśnięciu protokołu z Kioto, rozmawia Małgorzata Masłowska-Bandosz

W przyszłym roku minie dwadzieścia lat, odkąd na Szczycie Ziemi w Rio de Janeiro, państwa zobowiązały się do redukcji emisji gazów cieplarnianych. Od samego początku był Pan zaangażowany w proces negocjacyjny. Jak Pan ocenia efekty prowadzonej dotąd polityki w zakresie zmian klimatu?

Niestety, moja opinia o całym procesie nie jest zbyt optymistyczna. Na początku przyjęliśmy bardzo szczytne cele, były entuzjastyczne deklaracje polityków o gotowości do ochrony globalnego klimatu i o wadze tego problemu, ale gdy dochodziło do negocjowania konkretów te zobowiązania rozmywały się w gąszczu sformułowań prawnych i politycznych. Konieczność uzgadniania każdego zapisu na drodze konsensusu sprawiła, że zarówno konwencja, jak i protokół pozostawiają ogromne pole do dowolnej interpretacji i tak są wykorzystywane przez zainteresowane strony.

Istota obu dokumentów sprowadza się do kilku problemów: jak największej redukcji emisji gazów cieplarnianych, by ograniczyć ich koncentracje w atmosferze oraz do zapewnienia dostatecznych środków finansowych i technologii krajom rozwijającym się, aby umożliwić im włączenie się do działań na rzecz ochrony klimatu. Ciągnące się od 20 lat negocjacje nie doprowadziły do żadnych konkretnych rezultatów. Trzecią kwestią, traktowaną do niedawna marginalnie, jest sprawa adaptacji do zmian klimatu, zwłaszcza w krajach rozwijających się. Obecnie wobec perspektywy braku znaczącego postępu w redukcji emisji i coraz częstszego występowania niekorzystnych zjawisk ekstremalnych, problem adaptacji nabiera większego znaczenia.

Jaką rolę odgrywa Polska przy podejmowaniu decyzji, dotyczących kształtu polityki klimatyczno-energetycznej Unii Europejskiej?

Polska, jak każdy kraj członkowski, ma równe prawa w prezentacji swoich poglądów i obrony stanowiska. Problem w tym, że od początku procesu ochrony klimatu nie było to traktowane poważnie przez decydentów z administracji centralnej (z małymi wyjątkami). W efekcie decyzje polityczne były podejmowane bez należytego wsparcia analitycznego i bez dysponowania przekonującymi argumentami. Poza tym musiało upłynąć sporo czasu, nim nauczyliśmy się szukać koalicji wewnątrz UE, mającej podobne interesy jak nasze. Uwidoczniło się to szczególnie w trakcie negocjacji i przyjmowania decyzji Rady Europejskiej w sprawie tzw. pakietu 3×20 w marcu 2007 r. W trakcie późniejszych negocjacji mogliśmy tylko zabiegać o kosmetyczne poprawki (jak np. derogacje).

W 2012 r. kończy się także obowiązywanie protokołu z Kioto. Od kilku lat trwają negocjacje odnośnie globalnego porozumienia klimatycznego, które ma go zastąpić. Czy w najbliższym czasie możliwe jest uzgodnienie zobowiązań redukcji emisji po 2012 r.?

Z formalnego punktu widzenia konieczne jest wynegocjowanie porozumienia globalnego na okres po 2012 r. Biorąc pod uwagę dotychczasowy przebieg negocjacji, jest mało prawdopodobne, aby udało się to zrobić i ratyfikować takie porozumienie przed końcem 2012 r. Stanowiska stron są w obu kwestiach (redukcje i finansowanie) sprzeczne i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja mogła się zmienić na tyle, by można było przyjąć wiążące prawnie porozumienie, dotyczące konkretnych zobowiązań.

Nie ma również zgody co do tego, co zrobić w sytuacji, gdy nowe porozumienie nie wejdzie w życie po 2012 r. Unii zależy na tym by postanowienia protokołu obowiązywały nawet w przypadku braku nowego porozumienia. Jeśli nie będzie aprobaty takiego rozwiązania, to wprowadzanie jednostronne takich zobowiązań może ograniczyć konkurencyjność gospodarki UE.

Ze względu na politykę klimatyczną i restrykcyjny system handlu emisjami dwutlenku węgla coraz częściej firmy, emitujące duże ilości CO2 myślą o przeniesieniu swojej produkcji do krajów, które nie są objęte protokołem z Kioto. Czy unijna polityka klimatyczna nie obniża konkurencyjności polskiego przemysłu?

Oczywiście. Pakiet został przygotowany przez grupę państw Unii, by wspierać silne przedsiębiorstwa energetyczne, wykorzystujące nowoczesne technologie lub dysponujące dużymi zasobami finansowymi i wyeliminować z przestrzeni europejskiej firmy słabsze. Postrzegam to jako realizację polityki Europy dwóch prędkości. Przyjęty pakiet energetyczno-klimatyczny na okres po 2012 r. jest wybitnie niekorzystny dla Polski. Jest to efekt braku profesjonalnych analiz, którymi mogliby posługiwać się polscy negocjatorzy w procesie jego przygotowania i słabej ich pozycji.

Grozi to zwiększeniem kosztów produkcji, zwłaszcza energii, ucieczką przemysłów, które takich kosztów nie udźwigną, a także co najmniej ograniczeniem wydobycia i wykorzystania węgla z wszystkimi konsekwencjami gospodarczymi, społecznymi i politycznymi. Sytuację mogłaby nieco poprawić gazyfikacja węgla, natomiast narzucane nam technologie CCS będą tylko generować koszty.

Pod koniec kwietnia br. Komisja Europejska przyjęła zasady przyznawania darmowych zezwoleń na emisję CO2 w przemyśle. Wyznacznikiem mają być tzw. benchmarki, czyli emisje przy użyciu najnowocześniejszych technologii, dostępnych w całej UE. Należą do nich głównie te z wykorzystaniem paliwa gazowego. Czy Unia Europejska w ten sposób nie dyskryminuje krajów, takich jak Polska, których gospodarka prawie wyłącznie jest oparta na węglu?

Trudno na razie powiedzieć, czy dyskryminuje. Komisja oparła swoje wskaźniki na 10% najlepszych instalacjach, głównie gazowych. Jeśli tak, to może się okazać, że niektóre instalacje przemysłowe będą musiały dokupić sporo pozwoleń na emisję CO2. Analiza tego systemu była przeprowadzona tylko na poziomie całej Unii i nie uwzględniała specyfiki poszczególnych krajów członkowskich. Zanim nie zostanie ona przeprowadzona, nie można jednoznacznie stwierdzić, do jakiego stopnia jest to niekorzystne dla Polski.

KE przyjęła też dokument pn. „Mapa drogowa 2050”, w którym określono ścieżkę dojścia do niskoemisyjnej gospodarki w 2050 r. Do tego czasu Unia Europejska ma zredukować emisję gazów cieplarnianych o 80-95% w porównaniu z 1990 r. Jak Pan ocenia tę propozycję?

Nie bardzo widzę sens takich inicjatyw. To, czy ograniczymy emisję gazów cieplarnianych o 50, 80 czy 100% do 2050 r. nie ma żadnego znaczenia dla klimatu. Tym bardziej że wykonalność takich planów jest wątpliwa.

W jaki sposób można ograniczyć emisje z transportu drogowego, skoro wg prognoz w 2030 r. zwiększymy ją z 35 do prawie 60%? A inne sektory? To są gigantyczne koszty i chyba nie stać na nas na to. Zamiast wyznaczania celów opartych na redukcji emisji, może bardziej realne byłoby zdefiniowanie ich w kategoriach wdrożonych niskoemisyjnych technologii, takich jak redukcja efektywności energetycznej budownictwa o x%?

Większość światowej emisji dwutlenku węgla pochodzi z Chin, Stanów Zjednoczonych oraz Indii, które nie są zainteresowane osiąganiem tak wysokich redukcji emisji CO2, jakie zakłada Unia Europejska. Czy w tej sytuacji walka ze zmianami klimatycznymi nie jest walką z wiatrakami?

Dążenie przez Unię Europejską do redukcji emisji w obecnej sytuacji nie ma najmniejszego sensu. Unia odpowiada za ok. 15% globalnej emisji gazów cieplarnianych i nawet całkowita eliminacja tej emisji (co praktycznie jest niemożliwe) nie będzie mieć większego wpływu na koncentrację tych gazów w atmosferze.

Uważam, że UE używa tego argumentu jako pretekstu do wymuszenia na krajach członkowskich uruchomienia rynku handlu jednostkami emisji. System ten jednak oparty jest na czysto administracyjnych zasadach (wymuszone limity, poziom odniesienia) i nie ma nic wspólnego z wolnorynkowym handlem. Chodzi o wzmocnienie silnych przedsiębiorstw przemysłowych oraz energetycznych i wyeliminowanie z rynku przedsiębiorstw ze słabszych krajów członkowskich. W ten sposób technologii niskoemisyjnych wprowadzić się nie da, bo jedynym kryterium konieczności wymiany technologii jest jej opłacalność ekonomiczna i okres amortyzacji.

Prof. dr hab. Maciej Sadowski jest klimatologiem. Od 1988 r. uczestniczył w przygotowywaniu procesu negocjacyjnego Ramowej Konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu i protokołu z Kioto. Był negocjatorem i wieloletnim członkiem Biura Konferencji Stron Konwencji, kierownikiem Ośrodka Ochrony Klimatu oraz szefem polskiego zespołu merytorycznego w trakcie konferencji klimatycznej w Poznaniu.

Wywiad przeprowadzono droga elektroniczną 19 maja 2011 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 6/2011 (15)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *