Elektryzująca przyszłość?

Nowoczesne technologie jako jedne z pierwszych najczęściej wprowadzane i stosowane są w Chinach. Zapewne dlatego chińska grupa konsumentów jest również w największym stopniu zdecydowana na zakup samochodu elektrycznego. Jak wygląda rynek tego typu pojazdów w Europie? Czy europejscy konsumenci są na nie gotowi?

Z globalnego raportu „Gaining traction. Will consumers ride the electric vehicle wave?”, przygotowanego przez firmę Deloitte, wynika, że ogólne zainteresowanie samochodami elektrycznymi rośnie także w Europie. Na pierwszym miejscu wśród potencjalnych nabywców są Turcy, na drugim uplasowali się Hiszpanie (22%), za nimi Włosi (14%), Brytyjczycy (11%), Niemcy (9%), Belgowie (7%) oraz Francuzi (5%).

Entuzjaści

Potencjalni pierwsi nabywcy to w zdecydowanej większości ludzie bardzo dbający o środowisko naturalne, aktywni politycznie, wyznaczający trendy i świetnie orientujący się w nowinkach technicznych. Połowa z nich to osoby w wieku od 18 do 34 lat. Zdecydowaną większość stanowią mężczyźni. Jednym słowem określają samochód elektryczny jako „ekologiczny”, a jednocześnie postrzegają go jako rzecz modną, wygodną, bezpieczną, stylową i przedstawiającą wysoką wartość. Są to świadomi i wymagający konsumenci, którzy podążają za trendami na współczesnym, rozwijającym się rynku motoryzacyjnym.

Mimo iż potencjalny pierwszy nabywca wydaje się idealnym konsumentem, to jednak w Europie stanowią oni jedynie 16% badanych. Mimo to ogólne zainteresowanie samochodami elektrycznymi na Starym Kontynencie jest duże dzięki 53% respondentów, którzy określili siebie jako „być może zdecydowani” na ich zakup. To właśnie te grupy konsumenckie, stanowiące łącznie 69% badanych, będą odpowiadać za większość masowych zakupów samochodów elektrycznych w przyszłości.

Co ciekawe, prawie połowa badanych Europejczyków stwierdziła, że posiadają pewną wiedzę na temat samochodów o napędzie elektrycznym, ale tylko 10% określiło siebie jako osoby wyjątkowo dobrze lub bardzo dobrze poinformowane w tym zakresie. Na szczęście wzrasta świadomość konsumentów dotycząca tego typu zakupów, chociaż poziom wiedzy w tym względzie w Polsce, nie wydaje się wysoki.

Nie zmienia to jednak faktu, że rzeczywista sprzedaż będzie różniła się w poszczególnych krajach, w zależności od kilku istotnych czynników, takich jak cena, oczekiwania dotyczące zasięgu pomiędzy poszczególnymi cyklami ładowania, czasu ładowania akumulatorów, a także polityka państwa zachęcająca do korzystania z samochodów elektrycznych.

Słona cena

Cena auta to pierwszy czynnik, który ma znaczący wpływ na decyzję o jego zakupie – wartość do 15 000 euro to najczęściej deklarowana kwota zakupu, uwzględniająca rządowe zachęty na rynku europejskim. Wskazało ją 58% badanych. Z kolei 30% respondentów jest gotowych nabyć „zielony samochód” za kwotę w przedziale od 15 000-23 000 euro. Zdecydowanie mniej, bo 9% badanych, gotowych jest wydać na takie auto od 23 000 do 30 000 euro, natomiast jedynie 3% respondentów zadeklarowało zainteresowanie zakupem samochodu elektrycznego za więcej niż 30 000 euro. Kwoty te warto zestawić z obecnymi cenami proponowanymi przez sprzedawców „zielonych samochodów”, które oscylują w granicach 30 000-40 000 euro. Jest to sygnał dla sprzedawców i producentów, określający możliwe wolumeny sprzedaży.

Aż 57% badanych jest w stanie zapłacić tyle samo lub mniej za samochód elektryczny, ile za tradycyjne auto. Dla 9% respondentów akceptowany dodatkowy „narzut cenowy za bycie ekologicznym” w zakresie motoryzacji wynosi mniej niż 400 euro. Kolejne 10% wskazało na różnicę w wysokości 800 euro. Jedynie 10% badanych jest gotowe dopłacić do obecnej ceny samochodu więcej niż 2300 euro. Deklaracje respondentów odnośnie oczekiwanej ceny samochodu elektrycznego wydają się spójne i potwierdzają duże oczekiwania w zakresie obniżenia ceny w stosunku do aktualnych propozycji rynkowych.

Nie wszystko złoto…

Głównym mankamentem samochodu elektrycznego jest jego maksymalny zasięg pomiędzy poszczególnymi cyklami ładowania oraz minimalny czas potrzebny do doładowania. Można wręcz uznać, iż pod względem parametrów technicznych są to kwestie, które najczęściej wskazuje się jako działające na niekorzyść tego rodzaju napędu.

Dla 83% badanych możliwość ładowania akumulatorów samochodów elektrycznych w domu jest wyjątkowo lub bardzo istotna. Ponad dwie trzecie badanych (67%) zadeklarowało, że zdecydują się na kupno takiego auta, jeżeli maksymalny czas pełnego naładowania akumulatorów nie przekroczy dwóch godzin. 17% akceptuje czas ładowania o długości czterech godzin, a 16% godziło się nawet na ośmiogodzinne doładowanie.

A jakie znaczenie dla uczestników badania miała dostępność punktów umożliwiających ładowanie akumulatorów samochodu elektrycznego? Z raportu wynika, iż jest to kolejny kluczowy obszar analizy brany pod uwagę przy decyzji zakupowej. Na pierwszym miejscu respondenci jako najważniejszy wskazali dom, bowiem ładowanie w miejscu zamieszkania wydaje się podstawą przygotowania pojazdu do jazdy. Jednak wielu ludzi nie ma lub nie wie, czy ma dostęp do zasilania o napięciu 240 V. Na drugim miejscu znalazły się stacje benzynowe lub stacje ładowania. Taki wybór wydaje się czytelnym sygnałem dla koncernów paliwowych oraz energetycznych, dotyczącym działań związanych z rozszerzaniem zakresu świadczonych obecnie usług o punkty doładowań. Duże pole do popisu mają również miasta, samorządy i właściciele powierzchni komercyjnych, ponieważ jako trzecie miejsce respondenci wskazali centra handlowe, parkingi i inne miejsca publiczne. Jako ostatnie na liście znalazło się miejsce pracy. Taki wybór może wydawać się dziwny, zważywszy, że przez większość czasu, który spędzamy w pracy samochód stoi nieużywany na parkingu w najbliższej okolicy. Takie preferencje oznaczają, że docelowa grupa odbiorców samochodu elektrycznego to osoby, których praca i styl życia wymagają częstego przemieszczania się, również w ciągu dnia.

Z badania wynika także, że największą obawą konsumentów zainteresowanych zakupem samochodu elektrycznego jest jego zasięg. 80 km to średni dystans dziennego przejazdu samochodem w dni powszednie, wskazany przez 80% badanych. W weekendy dystans ten dotyczy 75% respondentów. W tym okresie 74% respondentów wskazuje na możliwość przejechania na jednym ładowaniu 480 km. Analizując uśrednione wyniki dla poszczególnych krajów europejskich biorących udział w badaniu, można zauważyć, że większość pytanych oczekuje zasięgu od 320 do 480 km. Oznacza to, że długość przejazdu na jednym ładowaniu jest ciągłym wyzwaniem dla producentów samochodów elektrycznych oraz konstruktorów.

Jednocześnie rozbieżności pomiędzy faktycznym przeciętnym wykorzystaniem samochodu a oczekiwaniami zgłaszanymi przez potencjalnych konsumentów wymagają akcji uświadamiającej. Wynikiem skutecznych działań w tym zakresie mogłoby być zwiększenie popytu na samochody oferujące obecne osiągi związane z mobilnością.

Główne czynniki wpływające na zainteresowanie zakupem „zielonego samochodu” wymienione w artykule są raczej niezmienne. Pojawia się natomiast kolejne kryterium, czyli trendy w cenach paliwa konwencjonalnego. Z badania wynika, że jeżeli cena paliwa przekroczy 2 euro za litr, wzrośnie liczba potencjalnych pierwszych nabywców samochodów elektrycznych o kolejne kilkanaście procent. Odwrotnie proporcjonalna zależność popytu na samochody elektryczne skorelowana jest z rozwojem energooszczędnych silników konwencjonalnych. Jako przykład można wskazać nowoczesne silniki diesla oraz benzynowe, których spalanie średnie waha się w granicach 3-4 litrów na 100 km. Zatem zarówno rozwój pojazdów spalinowych, jak i wzrost cen paliw będą miały znaczący wpływ na kształtowanie się popytu na „zielone samochody”.

Na własnym podwórku

Porównując europejskie wyniki raportu Deloitte do sytuacji na polskim rynku samochodów elektrycznych, można stwierdzić, że zdecydowanie pozostaje on w początkowej fazie rozwoju. Ilość zamawianych aut tego typu liczona jest w dziesiątkach sztuk rocznie. Przy łącznej liczbie ok. 1,2 mln samochodów rejestrowanych co roku w Polsce samochody elektryczne stanowią zaledwie ok. 0,01%.

Co więcej, znacząca część zamówień na tego typu pojazdy składana jest przez przedsiębiorstwa w celu wzmocnienia działań wizerunkowych. Obecnie najważniejsze wydaje się kształtowanie świadomości polskich konsumentów w zakresie wpływu na środowisko. Na pewno wprowadzenie zachęt skierowanych do nabywców nowych samochodów w Polsce miałoby wpływ na stymulację popytu oraz zdecydowane ruchy po stronie producentów pojazdów elektrycznych. Niemniej w wielu krajach poza działaniami pozytywnymi, stymulującymi zakupy samochodów elektrycznych oraz nowych aut o napędzie konwencjonalnym, wprowadzane są kierunkowe działania mające na celu wyeliminowanie pojazdów nieekologicznych. Realizowanie takiej polityki polega głównie na nakładaniu podatków ekologicznych, które zwiększają koszty eksploatacji samochodów starych, których normy emisji substancji szkodliwych nie korespondują z dzisiejszymi realiami. W Polsce jednak stawka podatku akcyzowego bardziej faworyzuje 20-letni samochód o pojemności poniżej 2 litrów niż nowoczesne auto o pojemności 2,2 litra, spalające połowę ilości paliwa przy niskiej emisji spalin. Może zatem nadszedł czas, aby przy okazji promowania ekologii również wdrożyć odpowiednie mechanizmy stymulacyjne, które m.in. przyczynią się do odnowy polskiego parku maszynowego, uchodzącego za jeden z najstarszych w UE?

Tomasz Pałka, menedżer, Deloitte

Opublikowano: Ecomanager Numer 9/2011 (18)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *