„Atom” nie taki straszny, jak go malują

A. Strupczewski SEREN 1

Z docentem dr. inż. Andrzejem Strupczewskim, wiceprezesem Stowarzyszenia Ekologów na rzecz Energii Nuklearnej SEREN, pracownikiem Instytutu Energii Atomowej w Świerku oraz ekspertem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej Komisji Europejskiej, rozmawia Agata Szymańska.

Jak powinien wyglądać bilans energetyczny Polski? Jaki udział powinny w nim mieć odnawialne źródła energii, paliwa kopalne, a jaki powinien zostać przyznany energetyce jądrowej?

Chciałbym, aby nasze paliwa kopalne mogły być wykorzystywane przez przyszłe pokolenia, a nie żebyśmy my je spalali. W rzeczywistości jednak węgiel nadal będzie spalany i będzie głównym źródłem energii na całym świecie.

Energetyka atomowa, jeżeli uda nam się zrealizować plany zakładające budowę dwóch elektrowni jądrowych każda o mocy 3000 MWe (megawat mocy elektrycznej) do 2030 r., pokryłaby ok. 20% zapotrzebowania energetycznego. To jest rozsądna wielkość, która zapewniłaby dywersyfikację źródeł energetycznych i obniżyłaby koszty wytwarzania energii elektrycznej jako całości.

Natomiast energia odnawialna jest potrzebna i będziemy ją nadal rozwijać. Jest ona jednak kosztowna i jeszcze przez dziesiątki lat będzie droższa aniżeli inne źródła. Przy jej wprowadzaniu musimy brać po uwagę rzeczywiste warunki w naszym kraju. Wiatr w Polsce jest słabszy niż w Wielkiej Brytanii, dni słonecznych mamy też dużo mniej niż w południowych częściach Europy. To, że Polska powinna zrealizować plan 15-procentowego udziału odnawialnych źródeł energii, jest bardzo ambitnym założeniem i miejmy nadzieję, że uda się je zrealizować.

Dywersyfikacja źródeł energii jest potrzebna przede wszystkim ze względu na to, abyśmy nie spalili wszystkich paliw organicznych, które powinny być dostępne dla chemii i farmakologii.

Jaki jest realny koszt wybudowania elektrowni jądrowej w Polsce? Czy stać nas na to? Skąd weźmiemy pieniądze na tę kosztowną inwestycję?

Podam przykład kosztów przetargu przeprowadzonego w Emiratach Arabskich, gdzie stawką było 20 mld dolarów, czyli ok. 15 mld euro. Przetarg rozstrzygnięto przez wybór koreańskich reaktorów trzeciej generacji, które kosztowały 2,6 mln euro za 1 MWe mocy elektrycznej zainstalowanej. Dla Polski zakładamy reaktory o jeszcze lepszej jakości i niekoniecznie koreańskie, stąd koszt ten będzie najprawdopodobniej wyższy. Ich cena będzie się kształtowała na poziomie ok. od 3 do 3,5 mln euro za 1 MWe mocy elektrycznej zainstalowanej.

Ważna jest natomiast analiza finansowa porównująca energetykę atomową z innymi źródłami energii. I tak 1 MWe mocy elektrycznej zainstalowanej w elektrowni węglowej kosztuje od 1,5 do 1,8 mln euro. Z tego wynika, iż 1 MWe mocy elektrycznej zainstalowanej z „jądrówki” jest droższy ok. dwukrotnie. Z kolei elektrownie wiatrowe kosztują 1,8 mln euro za 1 MWe mocy elektrycznej zainstalowanej, ale tzw. mocy szczytowej, która występuje, kiedy wieje wiatr z maksymalną prędkością, co nie dzieje się nieustannie. Z tego względu moc średnia wiatraka osiąga w ciągu roku ok. 20% mocy szczytowej. Dlatego za realny MWe pochodzący z energetyki wiatrowej płacimy ok. 5 razy drożej aniżeli za MW mocy szczytowej. Przy bardzo dobrej lokalizacji dla wiatraka moc średnia wynosi 25% mocy maksymalnej, czyli jest to ok. 1,8 mln euro x 4, tj. 7,2 mln euro za MWe realnej mocy, dostępnej średniej w ciągu roku. Ponadto czas pracy wiatraka to 20 lat, a elektrowni jądrowej 60. Z tego względu nakłady inwestycyjne na wiatraki trzeba ponosić 3 razy w ciągu życia jednej elektrowni jądrowej.

Paliwo jądrowe jest bardzo wydajne. Z jego 20 ton otrzymuje się 8 TWh (terawatogodzin). To paliwo kosztuje rocznie 56 mln euro, wliczając w to koszty paliwa wypalonego i unieszkodliwiania odpadów oraz likwidacji elektrowni jądrowej. Natomiast dla węgla musimy kupić ok. 3 mln ton węgla rocznie, a to daje koszt ok. 160 mln euro rocznie. Do tego musimy zapłacić ok. 250 mln euro za emisję CO2, co razemdaje sumę ok. 410 mln euro na rok. Za „jądrówkę” płacimy 3-3,5 mln euro za 1 MWe lub 3,5 mld za 1000 MWe, a dla energetyki węglowej 1,8 mld euro za 1000. Nakłady inwestycyjne dla „jądrówki” są więc wyższe aniżeli w energetyce węglowej o ok. 1,7 mln euro. Przy różnicy w nakładach na paliwo na poziomie 350 mln euro rocznie zwrot kosztów inwestycyjnych dla energetyki jądrowej mógłby teoretycznie nastąpić w przeciągu sześciu lat. Przy tym trzeba pamiętać, że płacimy oprocentowanie od pożyczki zaciągniętej na budowę elektrowni atomowej, więc realnie nastąpiłoby to w nieco dłuższym czasie. Mimo to liczby przemawiają na rzecz energetyki jądrowej.

Pieniędzy na wprowadzenie energetyki jądrowej w Polsce nie weźmiemy ze Skarbu Państwu. PGE musi zdobyć fundusze, pożyczając je z banku i/lub korzystając z własnych zasobów finansowych

Co jest niezbędne, aby energetyka jądrowa w naszym kraju dobrze funkcjonowała?

Brakuje nam prawa. Nasze regulacje są dobre, ale do celów badawczych. Nie ma w nich postanowień odnośnie elektrowni jądrowej, i to trzeba koniecznie uzupełnić. Jeżeli wszystkie instancje zaakceptują projekt zmian prawa atomowego oraz jeśli zostanie ono uzupełnione odpowiednimi aktami wykonawczymi w tym roku, to mamy szansę wywiązać się z planów budowy elektrowni jądrowej do 2020 r. Jeżeli to się nie uda, termin inwestycji przesunie się. Istotne jest, że w rozporządzeniach musi być zawarta informacja, iż elektrownia jądrowa powinna spełniać takie standardy bezpieczeństwa, aby w przypadku jej awarii nie wystąpiła konieczność ewakuacji mieszkańców czy też ich przesiedlenia. Zapisy te umożliwią nam ponadto wymaganie od wszystkich inwestorów energetyki atomowej w Polsce, aby reaktor spełniał standardy bezpieczeństwa.Niezbędne są też zmiany prawne pozwalające zdobywać mniejszą ilość niezbędnych pozwoleń na budowę elektrowni atomowej.

Drugi problem w zakresie energetyki atomowej to kwestia techniczna. Potrzebujemy fachowców w tej dziedzinie już dzisiaj. Oni będą musieli być partnerami podczas rozmów z potencjalnymi podmiotami sprzedającymi nam technologie. Jeżeli nie będziemy mieć wyspecjalizowanej kadry, która udowodni dozorowi technicznemu, że elektrownia jądrowa jest bezpieczna, to organ ten nie wyda zgody na jej budowę. Polska musi mieć swoich własnych inżynierów, którzy będą nadzorowali proces budowy elektrowni, a potem jej eksploatacji.

Czy plan uruchomienia w Polsce pierwszego bloku elektrowni atomowej w 2020 r. jest realny?

Termin jest ambitny. Jeżeli weźmiemy pod uwagę kwestie techniczne, to przy działaniach na „pełnych obrotach”, czyli przy dostępie do pieniędzy i uregulowanym prawie byłoby to wykonalne.

Czy kiedy wybudujemy dwie elektrownie, może nam zagrozić brak paliwa do nich? Czy zamiast wydobywania kolejnych rud uranu są rozwijane w naszym kraju rozwiązania alternatywne, które umożliwiałyby pozyskiwanie tego surowca?

Jest troszkę uranu w popiołach węglowych i np. w wodzie morskiej. Dziś już wiadomo, że opłaca się wydobywać uran z tzw. rudy ubogiej. Dzieje się tak np. w Namibii, gdzie ilość uranu w wydobywanej rudzie wynosi 130 ppm. Natomiast polskie rudy zawierają ok. 200-500 ppm tego pierwiastka. Przy czym nie występują one w tak znaczącej ilości jak rudy ubogie wydobywane w Namibii, stąd ich eksploatacja jest nieopłacalna. Jednak w przypadku ekstremalnego wzrostu cen uranu na światowych rynkach moglibyśmy to robić.

Uran powstaje również jako produkt odpadowy w górnictwie miedzi. Według danych z analiz ONZ-wskich, ilości wyrzucanego uranu w Polsce, pochodzącego z produkcji miedzi i składowanego na hałdach, starczyłaby na zasilenie 10 elektrowni jądrowych o mocy 1000 MWe każda. Minusem jest niska cena tego pierwiastka w stosunku do cen energii. Z tego względu polski surowiec pochodzący z krajowych rud czy też powstający jako produkt uboczny z kopalni miedzi jest zbyt drogi. Zatem ani dziś, ani za dziesięć lat naszego uranu nie będziemy raczej wykorzystywali, gdyż jest to nieopłacalne.

Kiedy mówimy o energetyce jądrowej, to nie jest to równoznaczne z odbieraniem pracy polskim górnikom. Tutaj chodzi o zastąpienie importu węgla z Rosji lub Australii. Nie widzę powodu, żeby płacić więcej za energię i tym samym wspierać górnictwo rosyjskie czy australijskie.

Budowa elektrowni atomowej to inwestycja pociągająca za sobą długoletnie działania. Nie można zapominać, że po ok. 60 latach bloki przestają pracować i trzeba zakończyć ich eksploatację, z czym wiążą się koszty finansowe. Jak się one kształtują?

Mamy doświadczenie w zamykaniu ponad 300 tzw. instalacji jądrowych różnego typu, w tym ponad 100 elektrowni. Niektóre z nich były zlikwidowane do tzw. zielonego pola. Koszty tego procesu były oceniane na ok. 300 mln dolarów amerykańskich w 1998 r. W tej chwili wyniosłyby one ok. 500-600 mln dolarów amerykańskich za jeden blok jądrowy. Suma ta stanowi ok. 1/5 kosztów budowy elektrowni atomowej, które wynoszą ok. 3 mld euro za 1000 MWe. Przy tym nakłady finansowe na budowę ponosimy na początku inwestycji, a likwidacji po ok. 100-150 latach od tego czasu. Zatem jeśli odłożymy na początku funkcjonowania elektrowni jądrowej mały procent, rzędu ok. 2% kosztów budowy, to uzbieramy pieniądze przez te 100-150 lat na jej likwidację. Ilość pieniędzy, które elektrownia atomowa musi odłożyć, wylicza państwo. Koszty te są szacowane na bieżąco. Elektrownia jądrowa płaci od każdej megawatogodziny, czyli od jednostki energii odprowadzanej do sieci, dodatkowy podatek/wkład na fundusz jej likwidacji. W Polsce ma on być w dyspozycji NFOŚiGW.

Odpady promieniotwórcze są postrzegane jako główny „grzech” energetyki atomowej. Aktualnie w Polsce w miejscowości Różan nad Narwią funkcjonuje składowisko odpadów promieniotwórczych, gdzie są gromadzone odpady z przeprowadzanych badań. Skoro jednak chcemy mieć elektrownie jądrowe, musimy posiadać również składowisko odpadów promieniotwórczych z prawdziwego zdarzenia. To z kolei może wywołać protesty naszego społeczeństwa.

Wypalone paliwo po wyjęciu z reaktora zawiera 96% uranu w porównaniu do stanu wyjściowego, w jakim zostało wprowadzone do reaktora. Wykorzystywane jest zatem tylko 4%. Należy więc paliwo wysłać do odzysku. Taką politykę stosują Francuzi, Anglicy, Japończycy oraz Amerykanie. Polska powinna też o takiej technologii pomyśleć. Jednak budowanie w naszym kraju zakładu odzysku paliwa jądrowego jest nieuzasadnione ekonomicznie, gdyż będziemy mieli tylko pięć lub sześć elektrowni jądrowych. Dlatego też zaczniemy wysyłać wypalone paliwo do Francuzów, do La Hague, albo do Brytyjczyków, do Sellafield. Od nich potem będziemy odbierać gotowe paliwo, które nadaje się do wprowadzenia do reaktora. To umożliwi wykorzystanie bardzo długo przydatnego składnika paliwa jądrowego, jakim jest pluton, który zostanie ponownie w reaktorze spalony. Natomiast na składowisko odpadów radioaktywnych trafi cez, stront, kadm oraz inne pierwiastki, których okres połowicznego rozpadu wynosi ok. 30 lat. Natomiast po upływie ok. 300 lat ich aktywność promieniotwórcza jest mała. Najważniejsze jest, aby odpady radioaktywne składować ok. 300 lat w takich warunkach, aby nie przedostały się do biosfery.

Opory przed składowiskiem odpadów radioaktywnych będą na pewno. Polskie składowisko w miejscowości Różan funkcjonuje dobrze od lat 50., a mieszkańcy tej miejscowości nie wykazują większej zachorowalności aniżeli w innych rejonach Polski. Natomiast ulokowanie kolejnego składowiska odpadów radioaktywnych w naszym kraju jest sprawą bardzo skomplikowaną i jak do tej pory nie potrafimy jej rozwiązać. Natomiast na świecie gminy zabiegają o lokalizowanie składowisk odpadów radioaktywnych. Wynika to z tego, że jest ono dobrym sąsiadem. Żadne promieniowanie nie wydostaje się na powierzchnię ziemi ani też pierwiastki promieniotwórcze nie przenikają do zasobów wodnych czy też glebowych. Poza tym składowisko odpadów radioaktywnych przynosi miejscowościom, w których są one ulokowane korzyści finansowe.

Każda technologia ma swoje plusy i minusy. Co jest, wg Pana, największą zaletą, a co wadą energetyki jądrowej?

Największa zaleta energetyki jądrowej to: czyste powietrze, czysta woda i czysta gleba. Minusem jest natomiast to, że, niestety, na początku trzeba wyłożyć duże pieniądze na jej budowę. Przy czym nakłady inwestycyjne zwrócą się w toku eksploatacji.

Wywiad przeprowadzono drogą telefoniczną 1 marca 2010 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 4/2010 (05)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *