Czas na atom

Bez tytułu

Z Dannym Roderickiem, wiceprezesem GE Hitachi Nuclear Energy, na temat planów budowy pierwszej elektrowni atomowej w Polsce rozmawia Małgorzata Masłowska-Bandosz.

Ponad sześć miesięcy temu rząd zatwierdził do realizacji dokument pn. „Polityka energetyczna Polski do roku 2030”. Jak Pana zdaniem polskie władze radzą sobie z przygotowaniami do wdrożenia projektu nuklearnego?

Wdrożenie programu budowy elektrowni atomowej w kraju to bardzo złożony proces. Stworzenie odpowiedniego ustawodawstwa, przepisów i regulacji prawnych, na podstawie których będą wydawane zezwolenia na budowę reaktora w danej lokalizacji, certyfikatów dla stosowanej technologii oraz przepisów zapewniających bezpieczne i skuteczne działanie elektrowni atomowej przez następne 60 lat, wymaga podjęcia wielu prac. A działania te, w związku z tym, że zadecydują o kształcie programu nuklearnego w Polsce, muszą być bardzo przemyślane i rzetelne. Jesteśmy przekonani, że Polska podchodzi do pierwszego dla niej programu nuklearnego w odpowiedzialny sposób.

Budowa pierwszej elektrowni atomowej planowana jest na 2020 r. Czy uważa Pan, że termin zakończenia prac jest realny? Jakie przeszkody mogą pojawić się podczas realizacji programu?

Jeżeli chodzi o samą budowę, to dotrzymanie tego terminu będącego datą oddania elektrowni do eksploatacji w celach komercyjnych (tzw. termin COD), jest całkowicie realne. Biorąc pod uwagę krótki okres przewidziany na prace budowlane, pierwsze wylewki betonu w miejscu budowy nastąpią najwcześniej w 2016 r.

Z drugiej jednak strony w trakcie budowy potrzebne będą elementy o długim terminie realizacji, jak np. naczynie ciśnieniowe, które należy zamówić dużo wcześniej. Aby dotrzymać terminu COD przewidzianego na 2020 r., urządzenia o najdłuższym czasie realizacji należy zamówić już na początku 2013 r. Dlatego Polska musi do tego momentu przynajmniej wybrać i zatwierdzić właśnie takie elementy elektrowni. Umowa ostateczna nie musi zostać podpisana tak wcześnie, niemniej należy do tego czasu podjąć niektóre działania, takie jak zlecenie wykonania wspomnianych urządzeń, aby móc terminowo realizować harmonogram projektu.

Jakie warunki muszą być spełnione, aby GE Hitachi Nuclear Energy mogło zaangażować się w realizację projektu w Polsce? Czy zamierza Pan współpracować z polskim biznesem i środowiskiem naukowym?

Konsorcjum GE Hitachi Nuclear Energy posiada unikalną strategię rozmieszczania swoich inwestycji jądrowych, która przewiduje udział lokalnego przemysłu, produkcji i ośrodków uniwersyteckich w budowie elektrowni jądrowych. Dzięki temu każda elektrownia staje się „produktem” kraju, w którym została wybudowana.

Nie jest amerykańskim zakładem w Polsce, ale polskim, wybudowanym za pomocą amerykańskiej technologii. W ramach tej strategii pod koniec stycznia br. w Gdańsku została zorganizowana Konferencja Dostawców, której gospodarzem było GE Hitachi Nuclear Energy. Naszym zdaniem, w Polsce znajomość technologii jest bardzo duża. Można nawet stwierdzić, że większa niż w innych krajach. Aby zapewnić powodzenie projektu, chcemy w pełni wykorzystać umiejętności polskich specjalistów. Z tego wynika nasze duże zainteresowanie tym krajem. Chcę również podkreślić, że GE zatrudnia ponad 10 tys. pracowników w Polsce.

Ostateczny wybór technologii jądrowej nastąpi po zakończeniu procedury przetargowej. Jakie są Pana oczekiwania odnośnie tej procedury?

Uważamy, że każde optymalne rozwiązanie wyłaniane jest w drodze uczciwego i otwartego konkursu. Nasze zaangażowanie w działalność w Polsce w postaci dostarczenia naszej technologii gwarantuje zatrudnienie oraz bezpieczne wykorzystywanie źródła energii przez kilka następnych dziesięcioleci.

Wywiad przeprowadzono 19 stycznia 2011 r.

Opublikowano: Ecomanager Numer 1/2011 (10)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *